Kiedy mieliśmy jedenaście lat, zabrałem moją siostrę na przejażdżkę, ponieważ nudziła się w posiadłości. Potrafiłem osiodłać konia. Dużo czasu spędzałem w stajni, więc widziałem jak służba zajmuje się zwierzętami. Przygotowałem więc wszystko i pomogłem Hani wspiąć się na konia. Usiałem za nią, obejmując ją jedną ręką, by nie spadła. Co chwila łaskotała mnie swoim kucykiem. Jak zwykle miała związane włosy wstążką. Chichotała, kiedy jej kitka uderzała mnie w twarz podczas jazdy.
— Zrzucę cię z siodła, jeśli dalej będziesz się śmiać — mruknąłem. Obróciła cię w moją stronę. Jej oczy zrobiły się wielkie niczym spodki. Uśmiechnąłem się, wbijając palec w jej talię.
— Żartuję. Nigdy cię nie zrzucę — rzekłem. Hani potrafiła być wkurzająca, ale kochałem ją. Była moją siostrą.
— Zatrzymajmy się, boli mnie pupa — mruknęła nagle, próbując usiąść bardziej wygodnie. Westchnąłem cicho, przewracając oczami. Gdyby się tak nie wierciła, nie miała by takich problemów. Pociągnąłem za lejce, chcąc, by koń się zatrzymał. On jednak nie zareagował.
— Uparta szkapa! — krzyknąłem, uderzając zwierzę w zad z gniewu. Nagle koń stanął na tylnych nogach. Chwyciłem mocniej lejce.
— Jeonghan! — Hani jęknęła z przerażenia. Wyciągnąłem dłoń, by ją złapać, ale moje palce tylko zacisnęły się na jej wstążce. Moja siostra spadła. Udało mi się uspokoić konia, który odbiegł kawałek dalej. Serce szalało mi w piersi. Zeskoczyłem na ziemię, podbiegając do Hani. Leżała na brzuchu.
— Hani! Przepraszam! — jęknąłem, łapiąc ją za ramiona. Potrząsnąłem nimi. Dlaczego nic nie mówiła? Dlaczego w ogóle nie płakała?
Udało mi się przekręcić ją na plecy, a wtedy krzyknąłem z przerażenia. Na jej czole była krew. Spojrzałem na kamień, na który upadła.
— Hani, musimy wracać do domu. Hani! — zawołałem, ciągnąc ją za rękę do góry. Ona jednak w ogóle nie reagowała. Pochyliłem się, płacząc głośno. Rozejrzałem się i po chwili zacząłem krzyczeć, mając nadzieję, że ktoś nas usłyszy, jednak mijały godziny, a mój głos w końcu przestał być słyszalny.
Nie miałem już siły. Siedziałem na ziemi cały zesztywniały z moją siostrą w ramionach. Dopiero na wieczór znalazła nas służba. Byłem tak słaby, że straciłem przytomność w drodze do domu. Kiedy otworzyłem oczy, zorientowałem się, że leżę w łóżku. Z boku stał medyk i moi rodzice.
— Panienka Hani zmarła na miejscu. Nie byliśmy w stanie jej uratować — powiedział doktor. Zacisnąłem wargi, czując, jak pod moimi powiekami zbierają się łzy.
— Proszę wpisać tu imię mojego syna — rzekła nagle moja mama.
— Słucham? Ale panicz Jeonghan...
— Mój syn, Jeonghan, zmarł w tragicznym wypadku, spadając z konia podczas przejażdżki — rzekła.
— Mamo! — zawołałem ze łzami w oczach. Podeszła do mnie, siadając na moim łóżku. — Mamo, ale ja żyję — jęknąłem.
— Musisz odpoczywać, Hani. To był ciężki dzień — rzekła, kładąc dłoń na mojej głowie.
Nie rozumiałem wtedy, o co chodzi mojej mamie. Następnego dnia dostałem do założenia sukienkę. Moje krótkie włosy związano wstążką. Wstążką, którą moja siostra tak bardzo lubiła. Nikt już nie zwracał się do mnie po imieniu. Przestałem być paniczem Jeonghanem, a zacząłem być panienką Hani.
***
Po północy drzwi od pokoju otworzyły się. Podniosłem się z łóżka, widząc jak do środka wchodzi Seungcheol. Potknął się nagle. Przeklął cicho. Kiedy do niego podszedłem wyczułem intensywny zapach alkoholu. Seungcheol był pijany. Nawet nie był w stanie stać prosto. Chwyciłem go pod ramię, prowadząc w stronę łóżka.
— Zostaw mnie — burknął pod nosem. Nie miał jednak siły mnie odepchnąć. Opadł plackiem na łóżko, jęcząc coś. Westchnąłem cicho. Upił się przeze mnie? Nie chciałem go zranić. Kiedy dowiedziałem się, że rodzice chcą, bym wyszedł za niego za mąż, byłem załamany. Nie wyobrażałem sobie tego. Moje życie i tak było już kłamstwem. Seungcheol był wspaniałym człowiekiem i zasługiwał na prawdziwą miłość. Nie wiedziałem jednak, że naprawdę się w nim zakocham. Nie jako Hani, tylko jako Jeonghan. Tyle, że on kochał moją siostrę, nie mnie.
Chwyciłem koszulę Seungcheola, odpinając ją. Chciałem pomóc mu się rozebrać, bo sam nie był w stanie tego zrobić. Na szczęście nie był agresywny, tylko leżał na plecach wodząc wzrokiem za moimi dłońmi.
— Zboczeniec — mruknął pod nosem, kiedy pociągnąłem za jego rękaw. Zaczął się szamotać na łóżku. Po dłuższej chwili udało mi się zdjął mu koszulę. Wyciągnął ręce na boki, zajmując całe łóżko.
— Jestem idiotą. Hajtnąłem się z facetem i nawet o tym nie wiedziałem — rzekł, unosząc na mnie wzrok. Po chwili zmrużył oczy. Wyciągnął dłoń, wskazując na mnie palcem. — A może ty udajesz, co? To głupi żart, a ja dałem się nabrać? — wybełkotał. Dźwignął się na łokciach i po chwili usiadł. Wyciągnął rękę, kładąc ją na moim udzie. Westchnąłem głośno, pozwalając mu na to. Nie było sensu się z nim teraz kłócić. Jego dłoń przesunął się w górę. Po chwili przeklął, nakrywając moje krocze. Cofnął się, o mało co nie spadając z łóżka. Zmierzwił swoje włosy, wydając z siebie głośny pomruk niezadowolenia.
— I co ja mam zrobić? — spytał. Chyba mówił sam do siebie. Siedział pochylony, bujając się do przodu i do tyłu. Miał zmarszczone brwi, zupełnie jakby się nad czymś zastanawiał. Niestety jego umysł działał na zbyt wolnych obrotach. Po chwili spojrzał na mnie.
— Mam mówić do ciebie mężu? — zapytał. Po chwili jednak pokręcił głową. Usiadłem głębiej na łóżku, łapiąc go za ramiona i pomagając się położyć. Jęknął, opadając na poduszki.
— Może to głupie, ale naprawdę ciebie pokochałem — odezwałem się w końcu, mimo iż wątpiłem, by trafiły do niego moje słowa. Spojrzał na mnie po czym głośno westchnął.
— Ja też ciebie pokochałem. Tak naprawdę. Bardzo, bardzo — powiedział niewyraźnie. Przysunąłem się w jego stronę.
— Więc w czym tkwi problem? — spytałem. Seungcheol zaśmiał się, jakbym powiedział coś śmiesznego. Dlaczego tak go to oburzało, że byłem mężczyzną? Chyba gorzej było udawać kobietę. Nie wierzyłem w to, by tak zwracał uwagę na wygląd. Był pierwszą osobą, która powiedziała, że pięknie wyglądam po tym, jak ściąłem włosy i przestałem chodzić w sukienkach. Wtedy mnie wspierał. Wiedział, że nie będzie mieć ze mną dzieci i mimo wszystko postanowił być przy mnie. Więc dlaczego teraz mówił takie rzeczy?
— Chyba trochę mnie to przytłacza — mruknął nagle. Objął swoje ramiona, kuląc się na łóżku. Naciągnąłem więc na niego kołdrę, by nie zmarzł i sam położyłem się z boku. Czekałem, aż Seungcheol powie coś więcej, ale on skulił się i po chwili słyszałem tylko jego spokojny oddech. Westchnąłem cicho również zamykając oczy. To był ciężki dzień dla nas obu. Miałem nadzieję, że jutro, kiedy Seungcheol wytrzeźwieje, będziemy mogli porozmawiać na spokojnie.
***
Zbudziłem się, czując, jak Seungcheol obejmuje mnie mocno. Otworzyłem oczy, a wtedy zorientowałem się, że jeszcze śpi. Dźwignąłem się na łokciach, patrząc na niego z góry. Delikatnie przeczesałem jego włosy, na co cicho mruknął. Jego usta rozciągnęły się w uśmiechu.
— Yoon Jeonghani — mruknął cicho. Czy on właśnie powiedział moje imię? Czy coś mu się śniło? Delikatnie ująłem jego twarz, muskając kciukami jego policzki. Po chwili jego oczy otworzyły się leniwie. Spojrzał na mnie, uśmiechając się.
— Dzień dobry — rzekł, przeciągając się. Znowu na mnie spojrzał. Nagle wzdrygnął się. Zerwał się, cofając prędko. — Yoon Jeonghan! — jęknął, prawie spadając z łóżka. Chwycił się za głowę. Pewnie musiała go nieźle boleć. Zerknął na swoją nagą pierś i po chwili zasłonił się kołdrą.
— Dlaczego niczego nie pamiętam? — spytał nerwowo. Westchnąłem głośno, kręcąc głową z niedowierzaniem.
— Upiłeś się — odparłem. Seungcheol zmarszczył brwi, próbując sobie to przypomnieć.
— Czy zrobiłem coś? Coś głupiego? — zapytał niepewnie.
— Po prosto powiedziałeś, co ci leży na sercu — odparłem w końcu. Seungcheol przestał traktować mnie jak swojego małżonka. Nie liczyłem się już dla niego. To mnie bolało, ale nic nie mogłem na to poradzić. I tak nigdy na niego nie zasługiwałem.
Zdjąłem obrączkę z palca, podając ją zdezorientowanemu Seungcheolowi.
— Pamiętasz, co mówiłeś na początku? Jeśli nie możemy być kochanki, zostańmy chociaż przyjaciółmi — powiedziałem. Spojrzał na moją wyciągniętą dłoń, w której trzymałem obrączkę. Po chwili odepchnął ją od siebie.
— Oddanie obrączki nic nie zmieni — rzekł. Przestał przyciskać kołdrę do piersi. Zmarszczyłem brwi, nie rozumiejąc. — I tak jesteśmy małżeństwem. Twoi rodzice nie zgodzą się na rozwód. Moi też nie będą tym faktem zadowoleni. No i ludzie zaczną gadać na około — dodał. Zacisnąłem pięść, spuszczając wzrok. Więc co mogliśmy zrobić? Chwile, które były dla nas cenne, przeminęły bezpowrotnie.
— Już raz okłamałem moje serce. Nie zamierzam tego powtarzać — powiedział nagle. Po chwili wyciągnął dłoń w moją stronę. — Yoon Jeonghanie — rzekł. Chwyciłem jego rękę, nie wiedząc, co ma zamiar powiedzieć. Czułem, że to rodzaj pewnego pożegnania. Byłem na to gotowy.
— Myślałem, że kocham twoją siostrę, jednak zdałem sobie sprawę, że to nie była prawda. Panienka Yoon nigdy nie istniała w moim życiu. Jej obraz był jak fatamorgana — powiedział. Spuściłem wzrok. Wiedziałem o tym. Od samego początku go zwodziłem.
— Przepraszam — szepnąłem. Usłyszałem nagle jego prychnięcie. Uniosłem niepewnie głowę, widząc, że jest rozbawiony. Wyciągnął dłoń, dźgając mnie palcem w pierś.
— Zakochałem się w tobie. W tym, jaki ty jesteś, nie błędne wyobrażenie panienki Yoon. Jesteś zadziorny, czasem nieśmiały, a czasem potwornie uparty. Masz też w sobie dużą siłę i determinację. Na dodatek jesteś też potwornie piękny — powiedział. Moja twarz zrobiła się czerwona. Nie wiedziałem, jak zareagować. — Musiałem poukładać sobie parę rzeczy w głowie. Przepraszam, że tyle to trwało — dodał. Zamrugałem prędko, czując jak łzy próbują znaleźć ujście spod moich powiek.
— Ale przecież nie jestem w stanie dać, ci tego, o czym marzysz — rzekłem. Seungcheol wzruszył ramionami.
— Co to za różnica, czy jestem z bezpłodną kobietą, czy mężczyzną? — odparł. Poczułem palące rumieńce, wspinające się po mojej twarzy.
— Seungcholu! Przecież jest różnica! — zawołałem zawstydzony. On jednak pokręcił głową i ujął moją twarz.
— Dla mnie nie ma — szepnął, po czym wycisnął na moich ustach pocałunek. Zamknąłem oczy, obejmując jego szyję. Pojedyncza łza szczęścia spłynęła po moim policzku, jednak jej słoność nie przeszkodziła w naszym pocałunku.
Odsunęliśmy się od siebie, dotykając czołami.
— Czyli nie możemy być przyjaciółmi? — spytałem. Seungcheol zaśmiał się.
— Niestety nie. Pozostaje tylko opcja bycia kochankami — odparł.

chcesz mi powiedzieć, że to koniec?
OdpowiedzUsuńJuż nic z tego nie da się wycisnąć :D
Usuńdopiero przy tej retrospekcji mnie uderzyło, jak przerażającą perspektywą jest utrata tożsamości, jaka dotknęła jeonghana. jeden wypadek, jeden moment, a nagle jego jedenastoletnie dopiero się rozpoczynające życie zostało uznane za nieaktualne. nagle był kimś innym, upiorem swojej zmarłej siostry. w dodatku doświadczył tego wszystkiego ze stroju najbliższych. łatwo popaść w obłęd zostając samemu z czymś takim. bardzo się cieszę, że jeonghan zdołał mimo wszystko nie utracić całkiem siebie i że seungcheol pozwolił mu rozkwitnąć, nawet jeśli nie do końca świadom swojej roli w tym procesie. wiara w cheola mnie nie zawiodła! życzę im obu wiele szczęścia c:
OdpowiedzUsuńa tobie wiele weny! twoje opowiastki bardzo sympatycznie się czyta i cieszę się, że tu jestem~
miłego wieczoru!
shizu