Wszedłem do pokoju. Moja żona siedziała na łóżku. Zająłem miejsce obok niej. Jej twarz była napuchnięta od płaczu. Ten widok łamał moje serce.
— Hani. — Wzdrygnęła się, bo pierwszy raz nazwałem ją po imieniu. Uniosła wzrok, patrząc na mnie. Jej spojrzenie było przepełnione bólem. Pragnąłem zdjąć ten ciężar, który spoczywał na jej ramionach.
— Musiałaś bardzo kochać swojego brata — rzekłem łagodnie. Nakryłem dłonią jej palce. Pozwoliła mi na ten dotyk. — Wiem, że cały czas jestem dla ciebie obcym mężczyzną, ale chcę, żebyś wiedziała, że zależy mi na tobie — powiedziałem. Pierwszy raz panienka Yoon nie spuszczała swojego wzroku. Patrzyła na mnie, a ja zakochiwałem się w niej coraz bardziej.
— Nie jesteś sama i nigdy nie będziesz. Musiało być ci ciężko, ale nie musisz dłużej tego w sobie tłumić. Proszę, podziel się ze mną swoim bólem. Nie chcę, żebyś udawała. Bądź prawdziwą sobą — rzekłem, starannie dobierając słowa. Cały czas miałem wrażenie, że Hani nie jest szczera z samą sobą. Nie miałem pojęcia, co siedzi w jej głowie, ale wystarczyło na nią spojrzeć, by wiedzieć, że zmaga się z pewnymi trudnościami, o których nie chce nikomu powiedzieć.
Poczułem nagle jak palce dziewczyna zaciskają się na mojej dłoni. Kąciki moich ust uniosły się delikatnie. To był jej pierwszy krok. W końcu ośmieliła się go wykonać. Odległość między nami wciąż wydawała się być olbrzymia, jednak wiedziałem, że z czasem uda nam się stanąć twarzą w twarz.
***
— Panienka Yoon oszalała! To straszne! — Zamarłem, słysząc krzyki służby. Wbiegłem prędko do pokoju, czując, jak serce szaleje w mojej piersi. Przestraszyłem się, że moja żona zrobiła sobie krzywdę. Myślałem, że moje słowa sprawiły, że mi zaufała. Że w końcu zapomni o przeszłości i skupi się na sobie.
Zatrzymałem się w drzwiach, widząc jak panienka Yoon siedzi przed lustrem. Trzymała w dłoni nożyczki. Jej włosy leżały na ziemi. Ścięła je sobie.
— Niech panicz coś zrobi! Panienka miała takie piękne włosy! To koszmar! — jęknęła służka. Podszedłem do mojej żony, a wtedy obróciła się w moją stronę. W jej oczach nie było przerażenia, ani szaleństwa. Patrzyła na mnie pewnie. Pierwszy raz ją taką widziałem. Wyciągnąłem dłoń, dotykając jej krótkich kosmyków włosów.
— Panienka miała takie piękne, długie włosy, a teraz...
— Nadal jest piękna — przerwałem służącej. Kąciki moich ust uniosły się. Ująłem twarz mojej żony, muskając kciukiem jej policzek. Chwyciła moją rękę, jednak nie odsunęła jej. Wiedziałem, że to nie jest nagła zachcianka czy przejaw buntu. Hani w końcu przestawała udawać. W końcu byłem w stanie dostrzec jej prawdziwe, piękne oblicze.
— Zostaw nas samych — poleciłem, obracając się w stronę służki, która tylko skłoniła się i pośpiesznie wyszła z pokoju. Wyjąłem nożyczki z dłoni mojej żony.
— Zrobiłaś to strasznie krzywo — rzekłem. Stanąłem za nią, wyrównując jej kosmyki. Delikatnie przeczesałem jej włosy. Nie przeszkadzało mi to, że są teraz krótkie. Hani wiecznie miała problem z wstążkami. Rozwiązywały jej się i pewnie bardzo ją to irytowało. Spojrzałem na jej odbicie w lustrze, a wtedy zorientowałem się, że cały czas na mnie patrzy. Uśmiechnąłem się, co odwzajemniła. Moje serce radowało się na ten widok. Pierwszy raz czułem, że między nami powstała więź.
— Masz ochotę na spacer? Jest dzisiaj piękna pogoda — powiedziałem. Panienka Yoon kiwnęła głową. Podniosła się, stając przede mną. Wyciągnąłem dłoń, a wtedy ujęła ją.
Zatrzymaliśmy się przed grobem Yoon Jeonghana. Wciąż trzymaliśmy się za dłonie. W przeciągu jednego dnia Hani bardzo się zmieniła. Miałem wrażenie, że moje słowa dodały jej odwagi. Cieszyło mnie to. Właśnie tego pragnąłem, by miała we mnie oparcie.
Uklęknąłem, dotykając nagrobek. Moja żona wciąż stała. Przesunąłem palcami po wyrytym napisie.
— Obiecuję, że zajmę się twoją siostrą — powiedziałem. Nie znałem Yoon Jeonghana. Żałowałem, że nie może być tu z nami. Z pewnością wiele znaczył dla Hani. Go tu już nie było, ale wciąż byłem ja.
Podniosłem się, stając przy mojej żonie. Już nie płakała. Stała prosto w uniesioną głową. Jej krótkie kosmyki włosów poruszały się delikatnie na wietrze. Położyła dłoń na swojej piersi, zaciskając na niej palce, zupełnie, jakby chciała chwycić swoje serce. Westchnęła cicho, nabierając haust powietrza. Poczułem po chwili jak łapie mnie za rękę i odciąga od grobu. Chciała już wracać? Pewnie potrzebowała odpoczynku. Byłem z niej dumny, bo to, co zrobiła, wymagało wielkiej odwagi.
*
— Jak mogłaś to zrobić? Tak siebie oszpeciłaś! — jęknęła pani Yoon podczas wspólnego obiadu. Rodzicom Hani nie podobała się jej nowa fryzura. Ja jednak nie uważałem, że krótkie włosy były mniej kobiece. Tym bardziej, że wyglądało na to, że ona czuje się w nich znacznie lepiej.
Hani przewróciła oczami. Zaczynałem odkrywać jej buntowniczą stronę.
— Jak ty się zachowujesz?! Na dodatek przy własnych rodzicach i mężu? — Pani Yoon spojrzała gniewnie na córkę.
— Uważam, że Hani bardzo pasuje ta fryzura — wtrąciłem, chcąc załagodzić tę sytuację. Hani spojrzała na mnie i po chwili uśmiechnęła się. Miałem wrażenie, że próbuje zrobić na złość swoim rodzicom. Wcale nie była taka nieśmiała, jak mi się wydawało.
— Kobiecie tak nie wypada. Co pomyślą inni? Powinnaś być pełna wdzięku i kobieca — powiedziała jej matka. Hani jednak nie słuchała. Chwyciłem delikatnie jej dłoń pod stołem. Wzdrygnęła się, jednak pozwoliła mi spleść ze sobą swoje palce.
— Hani jest bardzo kobieca i pełna wdzięku. Długość jej włosów nie ma tu znaczenia — powiedziałem. Naprawdę tak uważałem. Dziwiłem się, że jej własna matka mówi takie rzeczy. Przecież Hani nie robiła nic złego. Chciała być w końcu sobą.
— Kobieca i pełna wdzięku? W takim razie, kiedy zajdzie w ciążę? Kiedy urodzi dziecko? — rzekła nagle pani Yoon. Poczułem, jak dziewczyna wyszarpuję swoją dłoń z mojego uścisku. Podniosła się nagle, uderzając pięściami w stół, aż zabrzęczały sztućce i talerze. Posłała swojej matce gniewnie spojrzenie.
— Nienawidzę cię — powiedziała, po czym odeszła od stołu. Byłem w szoku. Pierwszy raz usłyszałem jej głos. Był delikatny, ale jednocześnie mocny. Zupełnie niczym połączenie, które nie ma prawa istnieć. Tak bardzo pragnąłem, by się do mnie odezwała. Chciałem z nią rozmawiać, dzielić się z nią moimi przemyśleniami. Myślałem nawet, że panienka Yoon jest niemową, albo straciła głos przez traumę spowodowaną śmiercią jej brata.
Podniosłem się od stołu, przepraszając państwa Yoon. Chciałem być przy mojej żonie. Przechodziła teraz przez ciężki okres.
Wszedłem do pokoju, a wtedy ujrzałem leżącą na ziemi sukienkę. Przecież ona należała do Hani! Podniosłem ją prędko, rozglądając się. Moja żona stała przy oknie ubrana w moją koszulkę i spodnie. Obróciła się w moją stronę. Jej twarz była czerwona z gniewu.
— Hani, co się dzieje? — spytałem niepewnie. — Założyłaś męskie ubrania, bo zdenerwowałaś się na rodziców? To dla mnie nie ma znaczenia. Jesteś piękna zarówno w sukience oraz długich włosach jak i z krótką fryzurą oraz w męskich ubraniach — zapewniłem. Odłożyłem sukienkę na łóżko, podchodząc do niej.
— Nigdy nie urodzę ci dziecka — rzekła nagle. Wciąż nie mogłem przyzwyczaić się do jej głosu. Otworzyłem usta, jednak nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Zawsze marzyłem o dziecku. Chciałem założyć rodzinę. Czy chodziło o to, że Hani nie czuła instynktu macierzyńskiego? Może uważała, że to za wcześnie?
— Mamy czas. Nie musimy się śpieszyć. Jesteśmy świeżym małżeństwem. Nie będę naciskał i...
— Seungcheolu. — Hani przerwała mi. Jej głos był przepełniony bólem. Zagryzła mocno wargę, patrząc na mnie. — Nigdy nie urodzę ci dziecka. Nigdy. Ani teraz, ani w przyszłości — rzekła. Westchnąłem cicho. Pewnie czuła zbyt dużą presję przez swoich rodziców.
— Nie wiesz, co będzie w przyszłości. Jesteś trochę samolubna. Jesteśmy małżeństwem. Nie uważasz, że dziecko tylko, by nas do siebie zbliżyło? Szanuję twoje zdanie, ale mogłabyś pomyśleć też o mnie — odparłem. Zawsze marzyłem o posiadaniu dużej rodziny, a Hani tak po prostu mówiła, że nie chce mieć dzieci. Zachowywała się trochę egoistycznie. Chciała zrobić na złość nie tylko rodzicom, ale i mi? Czy nie powinna właśnie im pokazać, że są w błędzie i się mylą? Rozumiałem, że mogła wstydzić się swojego ciała i czuć się niepewnie. Dlaczego więc nie mogła spróbować zrozumieć mnie? Przecież oboje byliśmy więźniami tego małżeństwa. Miałem swoje plany, które musiałem porzucić.
— Ty nie rozumiesz — jęknęła. Pierwszy byłem zirytowany. Zawsze starałem się być wyrozumiały. Przez długi czas spałem na niewygodnym fotelu, by Hani czuła się komfortowo. Unikałem ją, bo wiedziałem, że jest przytłoczona moją obecnością. Czy nie widziała, że robiłem wszystko, by czuła się jak najlepiej?
— Wytłumacz mi więc. Tak bardzo mnie nienawidzisz? To ja tylko tracę na tym małżeństwie. Nie dość, że musiałem ożenić się z kobietą, która nic do mnie nie czuje to jeszcze nie chce ona urodzić mi dziecka. Cały czas próbuję się do ciebie zbliżyć. Powiedz mi, że jest to daremne i przestań mnie zwodzić, to dam sobie spokój! — rzekłem podnosząc głos. Byłem zdenerwowany całą tą sytuacją. Od początku miałem złudną nadzieję. Byłem głupcem, myśląc, że mimo iż nie połączyła nas miłość, będziemy mogli być przyjaciółmi.
— To, co ci zawsze mówiłem było szczere i z głębi serca. Jesteś oziębła — powiedziałem. Odwróciłem się, chcąc wyjść z pokoju i przejść się po ogrodzie, by ochłonąć. Zazwyczaj byłem spokojny, ale teraz naprawdę zostałem wyprowadzony z równowagi.
— Jestem bezpłodna! — Krzyk Hani sprawił, że zamarłem. Obróciłem się, patrząc na nią. Żartowała? A może powiedziała tak, by mnie znowu zwieść? — Nie mogę urodzić ci dziecka. Po prostu nie mogę. Jestem bezpłodna — powiedziała, kuląc się. Po chwili zaszlochała. Pierwszy raz nie tłumiła w sobie płaczu. Jej ramiona drżały. Serce mnie zabolało. Byłem okropny. Jak mogłem jej to powiedzieć? Zraniłem ją.
Podszedłem do niej obejmując ją mocno. Ukryła twarz w moim ramieniu.
— Przepraszam. Tak bardzo cię przepraszam — rzekłem. Czułem jej głośne bicie serca. Musiała bardzo to przeżywać. To ja byłem samolubny, nie ona. Ująłem jej twarz, ocierając łzy z policzków. Zmusiłem ją, by na mnie spojrzała.
— Już nigdy niczego przede mną nie ukrywaj, dobrze? — poleciłem. Kiwnęła głową. Westchnąłem cicho. Teraz rozumiałem jej nagły wybuch podczas obiadu. Jej matka była bezwstydna. Jak mogła powiedzieć coś takiego własnej córce, która była bezpłodna?
— Znajdź sobie kochankę. Niech jakaś służąca urodzi ci dziecko — powiedziała nagle.
— Jak możesz tak mówić? Jeśli nie mogę mieć dziecka z tobą, nie będę go miał z żadną inną kobietą — rzekłem, uśmiechając się smutno. Właśnie moje kolejne marzenie zostało zniszczone, ale to nie miało już znaczenia. Delikatnie musnąłem policzki Hani, po czym pochyliłem się i pocałowałem ją w czoło. Zamknęła oczy, pozwalając mi na to. Westchnąłem cicho, gdyż był to nasz pierwszy pocałunek.
***
Kiedy się obudziłem, Hani już przy mnie nie było. Nigdy nie wstawała przede mną. Podniosłem się, rozglądając po pokoju. Czasem siedziała przed lustrem lub wyglądała przez okno. Tym razem jednak była nieobecna.
Wyszedłem z pokoju, mijając służbę, która tylko mi się kłaniała. Wczorajszy dzień był ciężki dla Hani. Bałem się, że może siebie obwiniać. Nie powinna być teraz sama.
Zatrzymałem się nagle, widząc panią Yoon. Stała w salonie. Zmarszczyłem brwi, nie poznając młodzieńca, który przed nią stał. Miał zaczesane włosy do tyłu. Przyjrzałem się jego ubraniu, a wtedy odkryłem, że przecież należy ono do mnie. Skąd je wziął? Już miałem podejść, kiedy nagle pani Yoon go spoliczkowała.
— Jak możesz robić tak naszej rodzinie?! — krzyknęła. Po chwili zauważyła mnie. Młodzieniec zerknął przez ramię, a wtedy zamarłem. To przecież była Hani! Jakim cudem nie poznałem własnej żony? Spuściła prędko wzrok. Podszedłem prędko do niej, łapiąc jej dłoń. Pociągnąłem ją, chowając za moimi plecami.
— Proszę tego nie robić. Ja wiem o wszystkim, Hani mi powiedziała. Wiem, że to dla niej trudne. Mimo takiego nieszczęścia, kocham ją i chcę ją wspierać — powiedziałem. Poczułem jak Hani zaciska palce na mojej koszuli. Musiała się zestresować.
— Przecież to absurd. Hani jest chora na głowę — rzekła nagle jej matka. Nie mogłem uwierzyć, że słyszę te słowa.
— Jak pani śmie mówić takie rzeczy? — odparłem. Pani Yoon była moją teściową, ale nie mogłem pozwolić, by mówiła tak o mojej żonie. Musiałem ją chronić. Obróciłem się, ciągnąc za sobą Hani. Kiedy tylko weszliśmy do pokoju ująłem jej twarz. Jej policzek był zaczerwieniony.
— Nie bolało — rzekła. Westchnąłem głośno. Po chwili zlustrowałem ją całą wzrokiem.
— Założyłaś moje ubranie? — spytałem. Kiwnęła głową. Kąciki moich ust uniosły się.
— Pasuje ci — rzekłem. Jej cichy śmiech sprawił, że serce zabiło mi szybciej w piersi.
— Naprawdę ci się podoba? — spytała niepewnie. Przecież nie kłamałbym.
— Nieważne, co założysz i tak będziesz wyglądała pięknie — odparłem. Hani westchnęła cicho, biorąc się pod boki.
— Strasznie mi słodzisz, Choi Seungcheolu — rzekła. Sposób, w jaki wypowiadała moje imię był uroczy. Miałem nadzieję, że teraz będzie to robiła częściej.

aaaa, przełomowy moment :D fajnie, że ich relacja się polepszyła i Hani już się (aż tak) nie wstydzi swojego męża (; Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział <3
OdpowiedzUsuńJuż mam napisany, ale coś czuję, że masz zbyt wysokie oczekiwania :D
UsuńCHCE. WIECEJ.
OdpowiedzUsuńTAK JEST!
Usuńprzykre jest, że pani yoon nie stanowi wcale wyjątku. rodzice bardzo często zachowują się tak wobec swoich dzieci, zarówno w sprawach drobnych i trywialnych, jak i poważnych, kiedy tylko ich dziecko odbiega od ich wyobrażeń i robi inaczej, niż oni by chcieli ;;; ale hani jest bardzo dzielna i kibicuję jej w tym co robi! seungcheol to złoty człowiek c:
OdpowiedzUsuń