Poznawałem moją żonę na nowo, a raczej poznawałem w końcu jej prawdziwą stronę. Wcześniej była uwięziona głęboko w sobie i udawała kogoś, kim tak naprawdę nie jest. Już wtedy to wiedziałem. Wstążki, długie włosy, koronki i sukienki jej nie pasowały.
Patrzyłem jak moja żona siedzi na łące wśród kwiatów, ubrana w białą koszulę i spodnie. Pod szyją miała zawiązaną wstążkę. Wyciągnęła dłoń, patrząc przez palce na słońce. Jej policzki były rumiane. W końcu miała łagodny wyraz twarzy. Nie wstydziła się i nie zasłaniała przede mną. Czułem, że najgorsze jest już za nami. Nasze uczucie stawało się prawdziwe.
Ująłem wyciągniętą dłoń Hani, na co się wzdrygnęła. Spojrzała na mnie, a wtedy jej usta rozciągnęły się w uśmiechu. Coraz częściej mnie nim obdarowywała. Przysunąłem się do niej, a wtedy oparła się o mnie. Zamknęła oczy, pozwalając by delikatny wiatr muskał jej policzki. Zerwałem polny kwiat i wsunąłem go za jej ucho. Jej powieki uniosły się. Dotknęła niepewnie swojego ucha, natrafiając na płatki. Po chwili wyprostowała się. Przestraszyłem się, że może jakoś ją uraziłem, albo zachowałem się zbyt nachalnie. Już otwierałem usta, by coś powiedzieć, kiedy Hani zerwała rosnący obok niej kwiatek i wsunęła go za moje ucho. Moja twarz zrobiła się czerwona, co zauważyła. Zaśmiała się tak szczerze.
— Nie podoba ci się? — spytała, rozciągając usta w szerokim uśmiechu.
— To trochę mało męskie — odparłem, zakrywając moje rumiane policzki. Ona była subtelną kobietą i kwiaty bardzo jej pasowały, a ja? To nie było zbyt dobre połączenie.
— Ja tak nie uważam — rzekła, wzruszając ramionami. Była urocza. Gdybym od początku ją taką poznał, z pewnością od razu bym się zakochał. Po chwili Hani podniosła się. Otrzepała swoje spodnie, po czym wyciągnęła dłoń w moją stronę. Ująłem ją, podnosząc się. Nasze palce splotły się mocno. Dziewczyna pociągnęła mnie za sobą. Po chwili biegliśmy razem po łące, śmiejąc się głośno. Byłem szczęśliwy. Moje życie nabierało teraz sensu. Hani była tym sensem. Powodem, dla którego moje serce biło coraz mocniej.
Nagle Hani pisnęła, bo czmychnął przed nią zając. Cofnęła się, wpadając na mnie. Objąłem ją, czując, jak serce w jej piersi bije jak szalone. Musiała się przestraszyć. Jej ciało drżało, a oddech miała przyśpieszony. Po chwili odsunęła się ode mnie, zaczesując kosmyki włosów za ucho, udając, że nic takiego się nie wydarzyło.
— Wyskoczył tak nagle — mruknęła, jakby chciała się wytłumaczyć. Było to urocze. Jej twarz zrobiła się purpurowa. Naprawdę zawstydziła się z takiego powodu?
— Też bym się przestraszył na twoim miejscu — rzekłem w końcu. Spojrzała na mnie gniewnie.
— Nabijasz się teraz — burknęła pod nosem, krzyżując ręce na piersi. Zaśmiałem się. Czasem potrafiła być uparta. Podobało to mi się. Nie była zwykłą dziewczyną. Różniła się od wszystkich panienek. Uwielbiałem to w niej.
— Zające potrafią być przerażające — odparłem. Nagle Hani zwinęła dłoń w pięść i uderzyła mnie w pierś. Cofnąłem się, lekko zszokowany. Uniosłem brew do góry, nie spodziewając się tego po niej. To wcale nie był lekki cios.
— Uderzyłaś mnie? — zdziwiłem się.
— Tak, bo cały czas sobie ze mnie żartujesz — odrzekła. Odwróciła się, chcąc odejść, ale wtedy zza krzaka wybiegł duży bażant. Hani krzyknęła i po chwili znalazła się w moich ramionach. Uśmiechnąłem się delikatnie, gładząc ją po plecach. Westchnęła głośno, chowając twarz w mojej szyi.
— Bażanty też potrafią być straszne — szepnąłem. Usłyszałem tylko ciche prychnięcie. Palce Hani zacisnęły się na mojej koszuli na plecach. Westchnęła głośno i uniosła głowę. Stała przede mną, tak blisko, że widziałem wyraźnie wzór jej tęczówek oraz pieprzyk na policzku. Ująłem jej twarz, muskając kciukami jej zmarszczone brwi, aż w końcu przybrały łagodny kształt. Była to magiczna chwila. Oboje milczeliśmy, ale ta cisza wcale nie była niezręczna. Miałem wrażenie, że wszystkie mury, które między nami były, tak nagle zostały zburzone. Między nami powstała więź. Powoli przyciągnąłem bliżej twarz mojej żony, czekając na jej reakcję. Nie chciałem działać wbrew jej woli, dlatego dawałem jej czas. Hani jednak nie sprzeciwiała się. Jej dłonie spoczęły na moich ramionach. Też tego chciała. Pochyliłem więc się, a wtedy przycisnąłem swoje usta do jej ust. Pierwszy raz smakowałem jej warg. Pierwszy raz pozwoliła mi na pocałunek. Westchnęła cicho, stając na palcach i zarzucając ręce za moją szyję. Objęła mnie mocno. Nie miałem zamiaru jej puszczać. Pragnąłem trwać tak już na zawsze. Po chwili poczułem słony smak. Cofnąłem się, widząc łzę spływającą po jej policzku.
— Czy coś się stało? — spytałem niepewnie. Może wcale nie chciała tego pocałunku? Może za bardzo ją tym wszystkim przytłoczyłem? Ona jednak pokręciła głową. Kąciki jej ust uniosły się.
— Kocham cię, Seungcheolu — szepnęła. Te słowa sprawiły, że serce zabiło szybciej w mojej piersi. Nawet nie marzyłem, by to usłyszeć. Uśmiechnąłem się szeroko, podnosząc ją. Pisnęła cicho, ściskając mnie udami w pasie. Po chwili rozległ się jej słodki śmiech. Ujęła moją twarz i pierwsza złożyła pocałunek na moich ustach.
Tej nocy spaliśmy wtuleni w siebie. Pierwszy raz miałem wrażenie, że łóżko jest zbyt wielkie. Wcześniej leżeliśmy po dwóch skrajnych stronach, odwróceni do siebie tyłem. Teraz Hani obejmowała mnie, a ja ją. Gładziłem ją po włosach i muskałem rumiane policzki. Nic się dla mnie nie liczyło z wyjątkiem mojej żony. W końcu nasze małżeństwo stało się prawdą. Nie potrzebowałem już niczego innego do szczęścia.
***
Byłem w mieście, załatwiając pewne sprawy, kiedy nagle usłyszałem jakieś plotki na mój temat. Jakieś kobiety rozmawiały i to całkiem głośno. Przystanąłem więc, chcąc wiedzieć, o czym mówią.
— Słyszałaś, że panicz Choi spotyka się z jakimś mężczyzną?
— Nic dziwnego, skoro ma chorą żonę. Cała rodzina Yoon jest nienormalna. Każdy by zwariował na jego miejscu.
— Ale żeby z mężczyzną? Biedaczek musi mieć bardzo wielką traumę.
— Tak w ogóle to słyszałam plotki, że syn państwa Yoon tak naprawdę żyje, a jego rodzice tylko sfałszowali jego śmierć, by się od niego odciąć. Podobno zawsze faworyzowali swoją córkę. Są nią tak zaślepienie, że przekupili państwo Choi, by ich syn się z nią ożenił.
Zmarszczyłem brwi. Miałem dość słuchania tych bzdur. Te kobiety nie miały, co robić, tylko wymyślały niestworzone historie. Rodzinę państwa Yoon spotkało wielkie nieszczęście, a one tak bezwstydnie kłamały?
Kiedy wróciłem do rezydencji wciąż nie mogłem zapomnieć o tym, co usłyszałem. Gdyby Hani się o tym dowiedziała, załamała by się. Nie mogłem pozwolić, by doszły do niej te plotki.
Zatrzymałem się nagle widząc panią Yoon, która trzymała Hani za koszulę na piersi i nią potrząsała. Przeraził mnie ten widok.
— Nie mogę dłużej go okłamywać! Kocham go! — jęknęła Hani. Nie wiedziałem, o co chodzi, ale nie mogłem stać i tylko się temu przyglądać. Podbiegłem prędko, łapiąc ramiona mojej żony i odciągając ją od jej matki.
— Nie masz prawa... — Pani Yoon spojrzała gniewnie na swoją córkę. Hani zagryzła wargę. Poczułem jak chwyta mocno moją dłoń.
— To moje życie — rzekła ostro. Po chwili pociągnęła mnie za sobą, prowadząc do pokoju.
— Co się stało? — spytałem. Hani westchnęła głośno. Spojrzała na mnie, trzymając mocno moje dłonie. Czyżby usłyszała plotki? Dlaczego znowu kłóciła się z matką. Z tego co usłyszałem, nie potrafiłem wywnioskować, czego dotyczyła rozmowa.
— Kocham cię Seungcheolu — powiedziała. Było to dość nagłe wyznanie. — Powiedziałeś, żebym była sobą, pamiętasz? Nie chcę cię dłużej okłamywać — dodała. Zmarszczyłem brwi. Hani mnie okłamywała? Kompletnie tego nie rozumiałem. Myślałem, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy. Ująłem mocno jej dłonie.
— Zawsze będę cię kochał, nieważne jaką tajemnicę skrywasz — odparłem. Serce biło mi szybciej w piersi. Co takiego Hani jeszcze ukrywała? Ile nieszczęścia musiało ją spotkać w życiu? Straciła brata, była bezpłodna i nie miała wsparcia u jej własnych rodziców.
Hani westchnęła głośno, zamykając na chwilę oczy. Pewnie wiele ją to kosztowało. Puściła moje dłonie, robiąc krok do tyłu. Chwyciła wstążkę, którą miała zawiązaną pod szyją, po czym rozwiązała ją i odrzuciła na bok. Odpięła pierwszy guzik od koszuli. Stałem osłupiały, mając w głowie pustkę. Zawsze odnosiłem wrażenie, że Hani wstydzi się swojego ciała. Dlaczego tak nagle zaczęła się rozbierać?
— Nie musisz... — rzekłem, widząc, że wiele ją to kosztuje. Co takiego chciała mi udowodnić?
Hani rozpięła wszystkie guziki. Chciałem odwrócić wzrok, ale moje ciało w ogóle mnie nie słuchało. Stałem jak słup soli, patrząc, jak zsuwa koszulę z ramion. Spuściłem wzrok, patrząc, jak koszula ląduje pod jej stopami.
— Proszę, spójrz na mnie — poleciła. Naprawdę tego chciała? Niepewnie uniosłem wzrok, a wtedy zaniemówiłem. Patrzyłem na chudą klatkę piersiową, która należała do mężczyzny.
— Co to ma znaczyć? — Serce podjechało mi do gardła. Nie potrafiłem znaleźć żadnego sensownego wyjaśnienia.
— Proszę, nie każ mi zdejmować spodni.
Pokręciłem tylko głową. To był nieśmieszny żart.
— Gdzie jest moja żona? — spytałem gniewnie. Mężczyzna przede mną skulił się. Miałem zwidy. Dlaczego miał twarz mojej żony? Dlaczego jego głos brzmiał tak jak jej? — Gdzie jest Yoon Hani?! — powtórzyłem, podnosząc głos. Rozejrzałem się po pokoju, mając nadzieję, że moja żona chowa się kącie i śmieje z całej tej sytuacji. Ja też chciałem się roześmiać, bo to wszystko wydawało się być absurdem.
— Yoon Hani nie żyje. — Wzdrygnąłem się, słysząc głos tego mężczyzny. Podniósł koszulę, zarzucając ją sobie na ramiona. Podszedł do mnie, ale ja cofnąłem się.
— Kłamiesz — rzekłem. Już dawno przekroczył granicę. Jak śmiał mówić, że moja żona nie żyje?
— Yoon Hani zginęła kilka lat temu, kiedy była dzieckiem — powiedział.
— Yoon Hani jest moją żoną. Pobraliśmy się w tym roku — odparłem. To był jakiś chory wariat. Czego ode mnie chciał? Doprowadzić do szaleństwa?
— Choi Seungcheolu, to ze mną wziąłeś ślub. Z Yoon Jeonghanem — zawołał nagle. Zaśmiałem się głośno. Czy on sam siebie słyszał? Yoon Jeonghan leżał na cmentarzu od kilku lat. Jak w ogóle mógł wykorzystywać w taki okrutny sposób tragiczną historię rodziny Yoon?
— Ożeniłem się z kobietą — rzekłem w końcu. On jednak pokręcił głową. Po jego policzkach zaczęły spływać łzy.
— To ze mną się ożeniłeś. Powiedziałeś, że chcesz, bym nikogo nie udawał. Kocham cię, Seungcheolu, dlatego nie mogę dłużej żyć w tym kłamstwie. Miałem siostrę bliźniaczkę, ale ona zginęła. To była moja wina. Zabrałem ją na przejażdżkę, nikomu o tym nie mówiąc. Hani spadła z konia i umarła. Rodzice nie mogli się z tym pogodzić. Dla nich zawsze liczyła się tylko ona, dlatego powiedzieli, że to ja zginąłem. Przez tyle lat musiałem udawać moją siostrę. To mnie zabijało. Kiedy cię poznałem, byłem taki oziębły, ponieważ nie chciałem cię zranić. Zawsze mówiłeś mi takie piękne słowa. Naprawdę się w tobie zakochałem i w końcu przestałem się nienawidzić. To wszystko dzięki tobie. Jesteś moim mężem i...
— Wystarczy — rzekłem, przerywając mu. Miałem wrażenie, że serce właśnie przestało bić w mojej piersi. Postąpiłem krok w tył, a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
— Wiesz czego najbardziej nienawidzę? — powiedziałem w końcu, czując, jak zapycha mi się gardło. — Nienawidzę siebie, że dałem się tak oszukać — rzekłem.
— Seungcheolu!
— Zostaw mnie w spokoju — poleciłem, odwracając się. Wyszedłem z pokoju, pozwalając łzą spływać potokami po moich policzkach. Czułem bezradność. Miałem ochotę szlochać jak małe dziecko. Idealny obraz rodziny w mojej głowie legł w gruzach. Położyłem dłoń na piersi, czując kłucie w sercu. Dlaczego tak szybko biło? Dlaczego nie mogłem się uspokoić?
Zamknąłem oczy, nabierając duży haust powietrza. Yoon Jeonghan. Nie ożeniłem się z Yoon Hani, tylko z Yoon Jeonghanem...

jeszcze raz mi powiesz coś złego na tego fica to zacznę gryźć
OdpowiedzUsuńBędę milczeć :o
Usuńrozdział zaczął się od takiej pięknej sceny, a teraz zrobiło mi się przykro ;-; domyślałam się tego, ale wciąż smuci mnie ta sytuacja. zastanawiam się tylko... jak rodzice jeonghana wyobrażali sobie jego małżeństwo w ten sposób? przecież gdyby nie fakt, że seungcheol uszanował przestrzeń osobistą hani, prawda już dawno wyszłaby na jaw. obawiam się, że strata ukochanej córki mocno zaburzyła pani yoon trzeźwość spojrzenia ;( mimo wszystko wierzę w seungcheola, a przynajmniej chcę w niego wierzyć. to zrozumiałe, że jest w szoku, ale mocno liczę, że kiedy ochłonie zrozumie, co jest dla niego naprawdę ważne.
OdpowiedzUsuńmiłego wieczoru!