Usiadłem na trybunach, patrząc, jak chłopaki ganiają za piłką. Kąciki moich ust uniosły się, na widok Seokmina. Zaczesał do tyłu włosy i zaczął ustawiać pozostałych zawodników na boisku. Jak zwykle lubił się rządzić. Musiałem jednak przyznać, że jest świetnym kapitanem. Mimo iż był to tylko nic nie znaczący mecz pomiędzy dwoma drużynami, zachowywał się, jakby grał podczas ważnych zawodów.
Westchnąłem cicho, biorąc łyk kawy. Miałem nadzieję, że nie zajmie mu to długo i pójdziemy gdzieś razem. Ostatnio spędzaliśmy dużo czasu na boisku. Zaczęło mnie to nudzić. Pragnąłem go wspierać, ale czasem przesadzał. Sport nie był najważniejszą rzeczą w jego życiu.
Zerwałem się na równe nogi, klaszcząc po tym, jak Seokmin zdobył gola. Krzyczał ze szczęścia, biegając po całym boisku. Zaśmiałem się. Tylko marnował swoją energię. Po chwili spojrzał na mnie. Zacisnął dłoń w pięść i po chwili pocałował ją. Zarumieniłem się. Znowu się wygłupiał.
— Boo Seungkwan! Ten gol był dla ciebie! — wrzasnął. Zasłoniłem twarz dłonią. Wszyscy teraz na mnie patrzyli. Usiadłem z powrotem, patrząc przez palce. Seokmin wciąż był we mnie wpatrzony. Przycisnął dłoń do piersi, w miejscu, gdzie biło mu serce. — Boo Seungkwan! Kocham cię! — krzyknął.
— Nie drzyj się! — syknąłem. Po chwili jednak zaśmiałem się. Ja też go kochałem, mimo iż czasem zachowywał się jak małe dziecko.
***
— Przepraszam, chłopaki nalegali na dogrywkę — powiedział Seokmin, odprowadzając mnie do domu. Szliśmy wolno, trzymając się luźno za dłonie. Westchnąłem głośno.
— Czasem mam wrażenie, że to piłka jest twoim priorytetem — mruknąłem. Nie chciałem się dąsać, ale naprawdę nie miałem humoru.
— Priorytetem? Przecież wiesz, że kocham grać — odparł. Zatrzymałem się nagle, wyrywając dłoń z jego uścisku. Spojrzałem na niego gniewnie.
— Mógłbyś czasem pomyśleć, zanim coś powiesz? Kochasz grać? Naprawdę chciałem to dziś usłyszeć po popsutej randce — rzekłem z ironią, krzyżując ręce na piersi. Czy on naprawdę myślał cały czas tylko o nodze?
— Jesteś zazdrosny? Przecież mówiłem ci, że cię kocham — odparł zdziwiony. W ogóle nie widział problemu w tym, co robi. Czy on w ogóle zdawał sobie sprawę, że mnie rani?
— To tylko próżne słowa — burknąłem. Spojrzałem na niego, mając na dziś wszystkiego dość. — Wiesz, co? Skoro tak bardzo kochasz nogę to idź do swoich kumpli i grajcie sobie dalej. Nie będę cię zatrzymywać. Na co ci taki zrzędzący chłopak jak ja? — rzekłem. Obróciłem się, idąc dalej samemu.
— Obrażasz się na mnie? Boo! — zawołał za mną. Spojrzałem przez ramię, obdarowując go srogim spojrzeniem.
— Nie mam ochoty z tobą gadać! — krzyknąłem. Moja twarz pewnie już dawno było cała czerwona z gniewu. Seokmin strasznie podniósł mi ciśnienie. Przyśpieszyłem kroku, już więcej się nie odwracając.
***
Sam nie byłem pewny, po co przyszedłem na boisko. Od wczoraj nie rozmawiałem z Seokminem i zaczynałem za nim tęsknić. Nie zamierzałem jednak przepraszać. Zasłużył na ochrzan. Ujrzałem go po chwili. Rozciągał się. Uniósł nagle wzrok, a wtedy mnie zobaczył. Chciałem szybko odejść, ale skoro już mnie zauważył, nie było sensu uciekać. Westchnąłem cicho, kiedy do mnie podszedł.
— Cześć — powiedziałem. Poczułem nagle, jak ujmuje moje dłonie. Spiąłem się. — Nie wygłupiaj się — poleciłem.
— Seokmin, chodź, gramy! — Wzdrygnąłem się, słysząc, jak wołają go koledzy.
— Idź już — rzekłem. On jednak cały czas trzymał moje dłonie i patrzył mi prosto w oczy. Po chwili obrócił się.
— Grajcie beze mnie — powiedział. Zmarszczyłem brwi, mając wrażenie, że się przesłyszałem.
— Nie wygłupiaj się — poleciłem. Nigdy nie odpuścił sobie meczu, nawet w najmniejszym gronie. Po chwili splótł ze mną swoją dłoń, zaciskając mocno swoje palce na moich. Spojrzał na swoich kolegów.
— Przepraszam. Dziś nie mogę grać. Obiecałem mojemu chłopakowi, że pójdziemy razem na randkę — rzekł. Moja twarz zrobiła się czerwona. Znowu się wygłupiał?
— Seokmin... — Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Kąciki jego ust uniosły się. Pochylił się, całując mnie w policzek.
— Mój chłopak jest ważniejszy od jakiegoś tam sportu — odparł, puszczając mi oczko. Uśmiechnąłem się. Nie sądziłem, że kiedykolwiek doczekam takiej chwili. Wtuliłem się w ramię Seokmina, chcąc ukryć moje rumieńce.
— Dziękuję — szepnąłem.
To była najlepsza randka. Seokmin kupił mi kawę i teraz szliśmy powoli w stronę mojego domu. Byłem wzruszony tym, że wybrał mnie zamiast piłki. Teraz miałem wyrzuty sumienia, że wczoraj tak na niego naskoczyłem, chociaż z drugiej strony, gdybym tego nie zrobił, pewnie nie miałbym takiej udanej randki.
— Gdzie chciałbyś pójść jutro? Możesz wybrać jakieś miejsce — powiedział nagle, wymachując naszymi splecionymi dłońmi. Spojrzałem na niego.
— Chodźmy jutro na boisko — rzekłem.
— Boisko? — Seokmin zarumienił się. Uśmiechnąłem się. Przecież nie byłem okropnym, samolubnym chłopakiem.
— Mam ochotę popatrzeć jak ganiasz za piłką — powiedziałem. Oboje zaśmialiśmy się.
— Twoja obecność doda mi siły — rzekł.
— Jeśli nie strzelisz dziesięciu goli to nie wiem, czy więcej przyjdę — dodałem po chwili. Seokmin roześmiał się głośno.
— Dziesięć? Coś słabo mnie cenisz — rzekł. — Umowa stoi — dodał.
***
Miałem dziś dobry humor. Przyszedłem na boisko, by kibicować Seokminowi. Chłopaki jednak nie grali, tylko stali w grupce, rozmawiając o czymś. Podszedłem niepewnie, chcąc usłyszeć, o czym mówią.
— Nie ma sensu grać, jest nas za mało. — Rozejrzałem się. Rzeczywiście było ich dzisiaj mniej niż zwykle. Seokmin westchnął głośno. Po chwili zauważył mnie.
— Nie ma dziś treningu? — spytałem niepewnie.
— Jest nas tylko siódemka — westchnął. Kiwnąłem głową. Wiedziałem, że jest teraz zawiedziony, bo bardzo chciał zagrać.
— Ej, może niech Seungkwan z nami zagra. Wtedy będzie czterech na czterech — powiedział nagle jeden z chłopaków.
— Och, ale Seungkwan nie...
— Jasne, nie ma problemu — przerwałem Seokminowi. Chłopak spojrzał na mnie niepewnie.
— Naprawdę chcesz zagrać? — spytał. Uśmiechnąłem się. Wczoraj specjalnie zrezygnował z gry, by spędzić ten czas ze mną. Ja też chciałem coś dla niego zrobić.
— Dobrze, w takim razie stań na obronie i w razie czego wykopuj wszystkie piłki — polecił Seokmin. Westchnąłem cicho, krzyżując ręce na piersi.
— Przecież potrafię grać w nogę. To nic trudnego — odparłem.
Stanąłem na boisku. Nie przepadałem za aktywnością fizyczną, ale mogłem zrobić chociaż tyle dla mojego chłopaka. Na początku piłki latały po drugiej stronie, więc tylko stałem jak słup soli, nudząc się. Myślałem, że w siódemkę sobie nie poradzą, dlatego zaproponowałem pomoc, ale oni równie dobrze mogliby grać beze mnie. Nagle ktoś wykopał piłkę w moją stronę. Podbiegłem do niej, chcąc ją podać Seokminowi, ale tylko zakręciła się i poleciała na bok.
— Dobrze, Seungkwan! — zawołał Seokmin. Ja jednak wiedziałem, że to wcale nie było świetne zagranie. Mówił tak tylko dlatego, że nie chciał sprawić mi przykrości. Teraz wszyscy się tu zlecieli. Cofnąłem się w stronę bramki, odwracając do nich tyłem.
— Seungkwan! — Wzdrygnąłem się, słysząc Seokmina. Nie zdążyłem jednak zareagować, bo w tym samym momencie poczułem silne uderzenie w głowę. Miałem wrażenie, że świat zaczął wirować. Poleciałem do przodu, przewracając się na murawę. Zacisnąłem wargi, łapiąc się za tył głowy. Aż łzy naszły mi do oczu.
— Boże, Boo, nic ci nie jest? — Seokmin podbiegł do mnie, klękając obok. Wyciągnął dłonie, chcąc ująć moją twarz. Ja jednak uciekłem od jego dotyku. Podniosłem się prędko, starając się udawać, że nic mi nie jest, jednak za bardzo kręciło mi się w głowie.
— Dlaczego stałeś tyłem? Wszystko w porządku? W którym miejscu oberwałeś? — spytał Seokmin. Wszyscy się na mnie gapili. Usłyszałem nawet parsknięcie śmiechu. Zagryzłem wargi. Tylko się ośmieszyłem!
— Zostaw mnie! — poleciłem, odpychając go od siebie. Zacząłem biec, ale łzy zamazały mi obraz, przez co potknąłem się, upadając na kolana.
— Co za frajer. — Usłyszałem tylko niemiłe komentarze na mój temat.
— Co powiedziałeś? — Wzdrygnąłem się, słysząc podniesiony głos Seokmina. Zerknąłem przez ramię, a wtedy ujrzałem jak łapie jakiegoś chłopaka za koszulkę na piersi i nim szarpie.
— Daj spokój, Seokmin. Nie widzisz, że tylko nam zawadza? Jest ofermą — odparł. Spuściłem głowę, pozwalając łzą spływać po moich policzkach. Po prostu wszystko we mnie pękło. Zapomniałem o tym, że jeszcze nie tak dawno miałem dobry nastrój. To wszystko minęło.
— W takim razie grajcie sami — rzekł nagle. Spojrzał na mnie i po chwili ruszył w moją stronę. Chwycił mnie pod ramię, pomagając się podnieść. Odeszliśmy kawałek, a wtedy zatrzymałem się, wyszarpując rękę z jego objęcia.
— Co ty robisz? — rzekłem. Seokmin zmarszczył brwi, jakby nie rozumiał. — Po co to zrobiłeś? Mogłeś tam zostać. To ja byłem problemem — dodałem.
— Miałem zostać i grać dalej, wiedząc, że mój chłopak płacze? — odrzekł. Przewróciłem oczami.
— Nie płaczę — rzekłem, ocierając łzy z policzków.
— Boo, przecież widzę, że nie czujesz się najlepiej. Nie pozwolę, byś wracał w takim stanie sam — powiedział. Po chwili wyciągnął ręce i objął mnie mocno. Westchnąłem cicho, opierając głowę na jego ramieniu.
— Przeze mnie twoi koledzy będą się z ciebie śmiać. Masz żałosnego chłopaka — mruknąłem. Na te słowa Seokmin ścisnął mnie mocniej, aż zabrakło mi na moment tchu.
— Gadasz głupoty — odparł. Roztarł moje ramiona, kiwając się ze mną na boki. Westchnąłem cicho, zamykając oczy. Wciąż kręciło mi się w głowie, ale będąc w jego ramionach, czułem ukojenie. Dłoń Seokmina delikatnie wsunęła się w moje włosy, dotykając miejsca, w które oberwałem piłką.
— Mam nadzieję, że mój Boo nie będzie mieć guza — powiedział. Kąciki moich ust uniosły się w uśmiechu. Chwyciłem go za dłoń, czując jak jego palce splatają się z moimi. Czasem potrafiłem być irytujący, ale miałem najlepszego chłopaka na świecie.

Urocze<3
OdpowiedzUsuńDzienoszka ♥3♥
UsuńSuper, czekam na nexta :D
OdpowiedzUsuńProszę o szybkie wybranie kolejnego aesthetika i pisanie dalej i nie marudzenie.
Ty też pisz :3
Usuńelo
superowy 🥺💖
OdpowiedzUsuńczekam na kolejnego shota!
Tak jest, mistrzu :3
Usuńjakie urocze opowiadanko ;-; przyznam szczerze, że z początku zirytowało mnie zachowanie boo. rozumiem, że chce być priorytetem dla osoby, którą kocha, ale stawianie seokmina przed wyborem "ja czy piłka?" jest nie fair. nasze pasje są nieraz po części tym, co nas tworzy, uszczęśliwia, tym, co pozwala nam być sobą w pełni i realizować się jako jednostka. seokmin może kochać i sport i seungkwana jednocześnie, i nie czyni go to ani złym sportowcem, ani złym chłopakiem. ale boo sam chyba to zrozumiał, nie tylko nakłaniając seokmina do wspólnego udania się na boisko, ale i zgadzając się na wzięcie udziału w grze c: tho, ci jego koledzy z drużyny to takie typowe szumowiny, nie wiem, nie byłoby fajniej podejść do tej gry z dystansem? to była tylko koleżeńska rozgrywka, w dodatku z osobą spoza drużyny, a nie jakieś kurde mistrzostwa świata, zluzujcie ludzie, nie każdy lubi i potrafi kopać piłkę! doceniam boo za szczere chęci i seokmina za to, że jednak zdołał dokonać wyboru~ mam nadzieję, że w przyszłości znajdzie porządniejszych ziomków do gry, takich którzy będą wiedzieć, co to szacunek. a może on i seungkwan odkryją nowe hobby, które będą mogli ze sobą dzielić? kto wie c:
OdpowiedzUsuńżyczę miłego wieczoru i dużo weny!!
shizu
ps. jak miło jest znów pisać komentarz na blogspocie!
Dziękuję za komentarz :D Trochę zrobiłam zrzędzącego Seungkwana, muszę przyznać ^^
UsuńPS: blogspotowe komentarze to jednak jest inny wymiar. Nostalgia ♥
cała ta sytuacja była komiczna i urocza jednocześnie haha. szkoda, że rozdział taki krótki, bo chętnie przeczytałabym więcej o tej dwójce <3
OdpowiedzUsuńChciałam, żeby było zabawnie, więc cieszę się, że tak to odebrałaś <3
Usuń