czwartek, 5 listopada 2020

SOONYOUNG X WONWOO (część II)


,,NIESZABLONOWI”

CZĘŚĆ II

 

Podnoszę głowę do góry patrząc na gwieździste niebo. Czuję na sobie blask tych gwiazd. Zabawne, że ich może już dawno nie być, a my wciąż je widzimy. Noc jest dzisiaj wyjątkowo ciepła jak na połowę października. Odwracam głowę, widzę moją gwiazdę - najjaśniejszą ze wszystkich. Wyciągam rękę w jej kierunku. Łączymy dłonie w uścisku i spoglądamy sobie w oczy. Na naszych twarzach pojawiają się uśmiechy, jednak nic nie mówimy. Kto by pomyślał, że to jedno zdanie z początku października pozwoli nam być tu i teraz razem. Stoimy naprzeciw siebie studiując swoje twarze tak jak za pierwszym razem. Dzielą nas zaledwie centymetry, a mimo to, jesteśmy od siebie dalej niż od gwiazd świecących nad naszymi głowami.

・。・。・。・。・。・。・。・。・。・。・。・。・

03.10

— O-odbiorcą?! — krzyknął Soonyoung patrząc na bruneta z niedowierzaniem. — Chwila chwila, czy dobrze rozumiem, że ktoś napisał do ciebie list, a ty włożyłeś go do książki w publicznej bibliotece i teraz, gdy ja go znalazłem i napisałem z drugiej strony krótką wiadomość nie-do-ciebie to ty jeszcze na nią odpowiadasz?! — to nie było zdroworozsądkowe zachowanie i Wonwoo zdawał sobie z tego sprawę. Opuścił jednak głowę wpatrując się w swoje ręce spokojnie spoczywające na stole.

— Nie rozumiem dlaczego mam się czuć winny. To ty nabazgrałeś na czyjejś własności. — sprostował brunet unosząc wzrok, przez co siedzący naprzeciwko niego chłopak speszył się. — Poza tym, mam żałować, że to zrobiłem? — dodał, a Hoshi momentalnie zaprotestował.

— Nie! Oczywiście, że nie! — uniósł się odrobinę bardziej niż powinien. Patrzył teraz prosto w oczy rozmówcy, nie wiedząc dlaczego reaguje w ten sposób. Nie panując nad sobą, przesunął wzrok niżej, rozkoszując się widokiem bladoróżowych ust. Te jednak drgnęły, wybudzając tym samym Soonyounga z transu. W tamtym momencie oboje wyglądali jakby podłoga była najciekawszym, co można oglądać w bibliotece. Wonwoo przełknął głośno ślinę, modląc się w duchu aby nie było tego słychać. Natomiast blondyn zmagał się z rosnącą temperaturą,która wcale nie była spowodowana grubymi ubraniami.

        Mając 17 lat Jeon Wonwoo dostał się do prestiżowej szkoły w Seulu, gdzie poznał świetnego sportowca oraz swojego najlepszego przyjaciela – Mingyu. Zawsze byli nierozłączni i dzielili się sekretami, lecz, prawdę mówiąc, nie było ich za wiele. Na początku ich znajomość sprowadzała się do krótkich rozmów na zajęciach z literatury, jednak z biegiem czasu zaczęli spotykać się poza szkołą. Późnymi wieczorami chodzili do salonów gier, gdzie wydawali fortunę. Rodzice Wonwoo bardzo lubili Mingyu i ciągle chwalili jego osiągnięcia sportowe, co doprowadzało ich syna do szału. Po prostu przeszkadzało mu, że ciągle mówili o tym co Mingyu osiąga, a nie o tym jaki jest.

        Pewnego dnia zorganizowali wspólną wycieczkę poza miasto, gdzie zbliżyli się do siebie […]. To właśnie w tamtym momencie Wonwoo uświadomił sobie kim jest, co czuje oraz czego pragnie. Nie wiedział jednak, że jakiś czas później wszystko runie jak domek z kart. A to wszystko przez nieszczęsną książkę, która doprowadziła do zakończenia przyjaźni z Mingyu. Książka ta spowodowała całkowitą destrukcję wszystkich pozytywnych i ciepłych emocji, które miał w sobie Wonwoo. Jednak czy można pozbyć się wszystkich dobrych emocji?

— Zerwał z tobą przez tę książkę? — dopytywał zaciekawiony historią chłopaka Soonyoung, wskazując palcem na regały znajdujące się na końcu pomieszczenia.

— Nie zerwał. Nie byliśmy razem. — oznajmił brunet. Po jego karku przeszedł dreszcz, który nieprzyjemnie mu przypominał o chłodnych nocach, gdy zapominał jak ma na imię. — A ta książka...zmienia człowieka. Nic nie jest takie samo po jej przeczytaniu. — dodał brunet naciągając rękawy bluzy na swoje dłonie.

— Nie rozumiem. To tylko książka, jak może wpłynąć aż tak na czyjeś życie? — dla Hoshiego oczywistym było, że książki mogą zarówno uskrzydlić jak i być ograniczeniem, ale nie potrafił wyobrazić sobie tak olbrzymiej mocy książki, aby zmieniła czyjeś życie.

— Osobiście odradzam, ale jeśli chcesz to przekonaj się sam. — powiedział Wonwoo wstając z krzesła. — Tylko nie przychodź do mnie z zażaleniami. — ostrzegł chłopak zgarniając z najbliższej półki książkę, która miała na okładce brązową podobiznę tygrysa. To momentalnie zaciekawiło blondyna, jednak nie miał czasu o to pytać, gdyż Wonwoo już kierował się do wyjścia.

— M-może się jeszcze spotkamy? — wypalił Soonyoung zatrzymując zmierzającego w stronę schodów bruneta. Ten spojrzał przez ramie badając Hoshiego od stóp do głów. — Powiedziałbym ci jak bardzo wpłynął na mnie „Płomień Miłości”. — zaproponował Hoshi, na co brunet uśmiechnął się ironicznie.

— Nie widzę takiej potrzeby. — oznajmił Wonwoo bez żadnych emocji w głosie. Blondyn poczuł się głupio, że w ogóle o to zapytał, jednak gdy przystojny rozmówca dalej kontynuował, na jego twarzy pojawiło się zdziwienie. — Ale jeśli będzie nam dane się znowu spotkać...to się znajdziemy. — zakończył starszy, po czym podreptał w dół by opuścić bibliotekę.

        Co za dziwny typ. Hoshi nigdy w życiu nie poznał nikogo równie tajemniczego i pociągającego zarazem. Niestety, brunet zostawił po sobie jeszcze więcej niewiadomych niż równanie kwadratowe. Soonyoung chciał znać odpowiedzi na wszystkie swoje pytania, dlatego uznał, że jeśli Wonwoo nie chce rozmawiać, to sam się dowie co jest grane z tą książką. Jednak zanim po nią poszedł, spojrzał jeszcze raz na list, na którym widniała krótka wiadomość zapisana kursywą.

„Szansa została już wykorzystana”.

        Hoshi nie do końca wiedział jak interpretować te słowa. Odbijały się one echem w jego głowie zmuszając do refleksji. Myśli zaczynały się kłębić. Miotały się niespokojnie prowadząc chłopaka do półki z „Płomieniem Miłości”. Szybko pochwycił książkę i udał się w ślady Wonwoo – prosto do wyjścia. Mijając biurko Noama wpadł mu do głowy jeszcze jeden pomysł.

— Hej Noam, czy...mógłbym zerknąć na swoją kartę biblioteczną? — zapytał Soonyoung spoglądając niepewnie, jakby w obawie, że staruszek wykryje jego podstęp. — Kolega dopytywał o jedną książkę, a nie pamiętam tytułu. — Noam machnął tylko ręką, zbyt zajęty jakimś spisem, który mocno trzymał w rękach.

— Tak tak, poszukaj sobie w tym...w tym-tym. — nie dokończył, gdyż kawałek papieru zafascynował go do reszty. Korzystając z okazji, Hoshi szybko zaczął przeglądać ostatnie karty biblioteczne w poszukiwaniu konkretnej, należącej do Wonwoo.

        Uniósł wzrok na Noama, zdając sobie sprawę, że nowo poznany chłopak dokonał przestępstwa. Nie tylko zakradł się do jego serca, ale w dodatku uszczuplił kolekcję właściciela o dokładnie jedną pozycję. Pytanie brzmiało, dlaczego Noam nie zauważył, że ktoś wynosi książkę z biblioteki? Co takiego było na liście, którą studiował staruszek? W głowie Soonyounga też powstała lista, ale z pytaniami, które wydawały się mnożyć z każdą minutą.


10.10

        Hoshi nie przepadał za dniami takimi jak ten. Piękna, słoneczna pogoda, uśmiechy na twarzach i ten wszechobecny tłum na ulicach. Nie brakowało go również w restauracji, w której Soonyoung pracował w weekendy. Jego rodzice prowadzili mały biznes, który pozwalał im się utrzymać. Nie była to wyrafinowana kuchnia, lecz domowe obiady, które mimo swojej prostoty, przyciągały tłumy. W dodatku, nie potrzebowały do tego pięknej pogody.

        Chłopak zaczynał od zamiatania podłogi po zamknięciu lokalu, a gdy skończył 16 lat stał się najważniejszym pracownikiem i kelnerem, do którego podbijały nastolatki, ciesząc się, że je obsługuje. Jednak Soonyoung nie zwracał na nie uwagi, głównie z szacunku dla rodziców – w pracy nie było miejsca na flirt. Chociaż był dość wesołym i nadpobudliwym chłopakiem to był przykładny oraz umiał się ograniczać, jeśli wymagała tego sytuacja.

        Sobota wydawała się nie mieć końca. Hoshi był zmęczony, ale wiedział, że to właśnie w takich chwilach jest rodzicom najbardziej potrzebny. Zabrał dwa talerze z sałatką i podszedł do stolika, przy którym siedziało starsze małżeństwo – dobrzy znajomi rodziców, którzy spędzali tutaj każde sobotnie popołudnie. Kładąc dania, kątem oka dostrzegł, że do restauracji weszli nowi klienci. Rzucił krótki uśmiech w stronę państwa Park, życzył smacznego i skierował się do stolika numer 6. Idąc do nowo przybyłych klientów, blondyn wygrzebał notes z kieszeni a następnie wyciągnął długopis, który umiejscowiony był za jego uchem.

— Dzień dobry, co dla państwa? — zapytał, lecz gdy tylko uniósł wzrok poczuł ciarki na plecach. Przed nim siedział Wonwoo. Ten Wonwoo. Ten złodziej! Hoshi zamrugał kilka razy. Wtedy zobaczył, że brunet nie przyszedł sam. Wytrzeszczył oczy nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Dzieciak, któremu popisał zadanie siedział na kanapie machając nogami w powietrzu i uśmiechając się od ucha do ucha. Ma dwanaście lat. Dlaczego zachowuje się jakby miał pięć?

— Hoshi! — zawołał chłopiec, jednak po chwili na jego twarz wkradł się grymas niezadowolenia. — Przez ciebie dostałem niższą ocenę, bo nie zdążyłem wszystkiego dokładnie przepisać. — oznajmił smutno. Blondyn nie wiedział co powiedzieć. Patrzył to na jednego, to na drugiego.

— Jesteście braćmi?! — zapytał trochę za głośno, bo kilka osób spojrzało na nich ciekawskim wzrokiem. W odpowiedzi oboje kiwnęli głowami potwierdzając przypuszczenia Soonyounga.

— Chcę nuggetsy. — powiedział nagle dwunastolatek podskakując w miejscu. 

 — Nie sprzedają tu nuggetsów. — Wtem starszy brat ostudził zapał młodszego, na co chłopiec westchnął głośno opierając łokcie na stole i podpierając sobie głowę. Soonyoung, który ciągle stał w miejscu jak słup soli, w końcu oprzytomniał i zaproponował młodszemu danie dnia, którym były pierożki z grzybami mun. Gdy chłopiec ponownie się rozweselił, wtedy blondyn przygryzł wargę przenosząc wzrok na Wonwoo. Dlaczego on ma taką pokerową twarz?!

— A co dla pana? — powiedział, chcąc zachować powagę i profesjonalizm. Brunet prychnął cichutko przeczesując ręką włosy. Ich spojrzenia spotkały się, powodując, że oboje poczuli jak przez ich ciała przechodzi prąd. Stało się coś, przez co poczuli się niespokojnie. Choć oboje wiedzieli co się właśnie działo, żaden z nich nie chciał dopuścić do siebie myśli, że stali się kimś więcej niż tylko nieznajomymi. W pytaniu Hoshiego nie było chłodu, wręcz przeciwnie; Hoshi zadał to pytanie jakby było skierowane do najwierniejszego kochanka. W pytaniu słychać było czułość.

 — Wezmę to samo co brat. — sprostował Wonwoo przekręcając głowę w bok, by spojrzeć na ludzi za oknem, którzy zajęci byli spieszeniem się. Prawda była taka, że brunet chciał ukryć wypieki, które pojawiły mu się na twarzy. Pożałował, że miał ubrany golf, ponieważ drapał on jego szyję przy każdym przełknięciu śliny.

        Soonyoung zapytał czy chcieliby jeszcze coś do picia, a gdy złożyli pełne zamówienie, blondyn pospiesznie udał się w stronę kuchni. Na szczęście dochodziła godzina 14:00, a to oznaczało, że za niecałe dwadzieścia minut kończy się jego zmiana. Chłopak liczył, że nie będzie musiał wracać do stolika, przy którym siedzieli bracia. Na jego nieszczęście kucharz w miarę szybko uporał się z pierożkami, więc chłopak zmuszony był podejść do stolika numer 6 jeszcze raz. Rozłożył talerze i już miał odejść, gdy młodszy z braci złapał Hoshiego za zapaskę.

— Usiądź z nami. — poprosił, robiąc maślane oczy. Hoshi spodziewał się, że Wonwoo zareaguje; że wyjaśni młodszemu, że nie może się do nich przyłączyć, bo jest w pracy. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Wzrok Wonwoo utkwiony był w pierożkach, które też od razu zaczął konsumować.

        Nie wiedząc co robić, Hoshi spanikował i w przypływie zakłopotania zgodził się na tę niecodzienną prośbę. Chłopiec przesunął się, robiąc miejsce obok siebie, za co Hoshi był mu wdzięczny. Blondyn usiadł obok dwunastolatka, czując się niezręcznie, gdyż jego kolana prawie stykały się z kolanami Wonwoo.

— Przeczytałem. — wypalił Soonyoung nie zastanawiając się, że mógł się wstrzymać z tym wyznaniem.

— Doprawdy? Coś więcej powiesz? — zapytał brunet wciąż unikając wzroku Hoshiego.

— Cóż... — przerwał na chwilę, by wziąć większy wdech, po czym zaczął omawiać „Płomień Miłości”. — Prawdę mówiąc, to ta książka mnie uniosła. Czuję, że dodała mi skrzydeł i że mogę sięgnąć wyżej niż bym chciał.

        Zabawne, że Wonwoo myślał zupełnie odwrotnie. Jego ta książka ciągnęła w dół, obciążała myśli i nie pozwalała się uwolnić od poczucia bezsilności. Wiązała mu ręce pozbawiając indywidualności. Ta książka była prawdziwa, bo wrzuciła go w schemat.

— Tak samo mówił Mingyu. Książka była dla niego zbawienna. Szkoda, że nie dostrzegał jej wad. — powiedział Wonwoo przypominając sobie słowa dawnego przyjaciela.

 — Wady? Czy ja dobrze słyszę? Jedyną jej wadą jest to, że czytając ją, wiesz, że kiedyś ją skończysz. Nie żartuj, — ostrzegł blondyn, po czym splótł słonie kładąc je na stole. — dzięki niej moje życie nabrało choć odrobinę sensu. W końcu dostrzegam rzeczy, których wcześniej nie widziałem.

— Tak? Co na przykład? — zapytał brunet rzucając drapieżne spojrzenie w stronę rozmówcy. — Mam nadzieję, że to, że świat nie wygląda tak jak w książkach? Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale ludzie nie są tacy, jak wyimaginowane postacie autorów, którzy bujają w obłokach i tworzą idealne wersje samych siebie.

— Co ty wygadujesz?! Chyba czytaliśmy inne książki, bo moja odkryła mnie na nowo, a nie okłamała. — powiedział stanowczo Hoshi podnosząc się i zaciskając dłonie w pięści. Po chwili jednak rozluźnił je i rozejrzał się, gdy poczuł, że kilku klientów wpatruje się w niego. Niedobrze, miał na sobie strój kelnera, co się wiązało ze złą reklamą firmy. 

 — Usiądź, proszę. — powiedział nagle przyciszonym głosem Wonwoo łapiąc blondyna za rękę. Ten czując rozgrzaną dłoń bruneta na swojej, momentalnie usiadł z powrotem na ławę. Jednakże, mogło to być spowodowane ciepłym dotykiem, który sprawił, że Hoshi miał nogi jak z waty. — Chcę tylko powiedzieć, że ludzie nie są tacy, jakich byśmy chcieli żeby byli. Widzisz...Mingyu, o którym ci opowiadałem, też był zafascynowany tą książką.

        Hoshi wzdrygnął się na sam dźwięk tego imienia. Nie czuł do niego wstrętu, ale wydawało mu się, że Wonwoo go porównuje z tym chłopakiem. W dodatku brunet zabrał swoją rękę, zostawiając na dłoni Soonyounga chłód.

— Wziął ją za oczywistość, pewnik. Za klucz do zrozumienia duszy, nie zważając na drugie dno tej książki. — Wonwoo czuł się niepewnie, więc spojrzał na swojego brata, który w ogóle nie słuchał ich rozmowy, tylko grzebał widelcem w jedzeniu. — Ludzie są dobrzy. — stwierdził z lekkim uśmiechem patrząc na brata. — Ale czasem, chcąc być dobrymi, robią złe rzeczy. — przeniósł wzrok na blondyna, na co ten się wzdrygnął. Czy mówił o mnie? Hoshi nie chciał przerywać, dlatego w napięciu słuchał historii siedzącego naprzeciw chłopaka.

— Mingyu poświęcił jedno na rzecz drugiego, myśląc, że tak będzie lepiej. Sport i strach o opinię innych stłumiły jego uczucia do mnie. Kochał mnie, wiedziałem o tym. — dodał ciut pewniej. — Gdy jeszcze rozmawialiśmy, czytałem akurat „Płomień Miłości” wychwalając tę książkę i namawiając go do przeczytania jej. Gdybym znał skutki, nigdy w życiu bym mu jej nie wepchnął do rąk.

— Dlaczego? — Hoshi odważył się zapytać, autentycznie ciekaw relacji Wonwoo ze sportowcem. Poza tym, nie rozumiał dlaczego stosunek Wonwoo do tej książki się zmienił. Skoro polecił ją Mingyu, to znaczy, że wcześniej musiała się mu podobać. O co tu chodzi?

 — Lubiłem go. Ba, to było coś więcej niż tylko „lubienie się”. Jednak nigdy mu tego nie powiedziałem. Nie dlatego, że się bałem. Po prostu nie było okazji. Chciałem wyznać mu co do niego czuję, ale nie zdążyłem...Nie wykorzystałem swojej szansy.

        Hoshi spojrzał na niego podejrzliwie. Nie taką odpowiedź dostał na liście. Czyżby Wonwoo kłamał? Ale...wtedy czy teraz? Hoshi nie wiedział, ale był pewien, że musi się tego dowiedzieć. Brunet zdradził jedynie, że Mingyu zerwał z nim kontakt, ponieważ myślał, że to jednostronna miłość. Wonwoo dodał też, że według niego Mingyu podejrzewał go o chęć jedynie „zaliczenia”. Myślał, że Mingyu nie wierzy w jego platoniczną miłość.

— Nie wiem, może się bał, że go zostawię. Naprawdę nie mam pojęcia, ale gdy zostawił ten list poczułem się jakby moje serce się pokruszyło. Pomyślałem wtedy, że nienawidzę tej książki, nienawidzę Mingyu i nienawidzę siebie, a jeśli ta miłość jest czerwona, to ja muszę być daltonistą. Najpierw chciałem z nim porozmawiać, ale wiedziałem, że to i tak nic by nie zmieniło. On bał się tego, co powiedzą o nas ludzie, dlatego nie pozwolił mi wyznać tego co czuję. Wykorzystał szansę na ucieczkę i zostawił mnie samego, rozumiesz? — zapytał patrząc w oczy blondyna, na co ten delikatnie pokiwał głową, dając znać, że rozumie. — „Płomień Miłości” uświadomił mu o jego wyjątkowości i oryginalności. Uzmysłowił wręcz, że jest inny i ta inność może nie zostać zaakceptowana. Wbiło mu się to do łba i się przestraszył. Nie taki był zamysł tej książki  — dodał ostatnie zdanie ciszej, jakby mówił sam do siebie.

        Soonyoung usłyszał te słowa i szczerze się zdziwił. Odebrał książkę w ten sam sposób co Mingyu, prócz tego, że nie bał się braku akceptacji. O co więc chodziło? Czemu Wonwoo mówił tak jakby był autorem, który napisał „Płomień Miłości”? Już cisnęło mu się na usta, by go o to zapytać jednak wtedy ktoś go zawołał. A był to nie kto inny jak jego mama. Hoshi przeprosił braci i wstał, by uniknąć reprymendy od rodzicielki. Zrobił zaledwie krok od stolika, a usłyszał słowa, które wbiły się do jego głowy tak jak wyjątkowość do głowy Mingyu.

— Spotkajmy się jeszcze. — powiedział Wonwoo ze spokojem w głosie. Hoshi odwrócił się gwałtownie z wybałuszonymi oczami, które patrzyły w nic innego, tylko w brązowe tęczówki bruneta. Hoshi kompletnie nie wiedział jak zareagować, co powiedzieć. Kiwnął tylko głową spanikowany i po chwili znalazł się przy mamie.

— Kim jest ten chłopak? To jakiś znajomy? — zaczęła wypytywać syna, nie dając mu dojść do głosu. — Nigdy nie widziałam tu twoich przyjaciół. Ten jest nawet przystojny. Może zaprosisz go na obiad we wt...— nie dokończyła, ponieważ Hoshi od razu jej przerwał, bojąc się, że ktoś (a konkretniej obiekt jego westchnień) mógłby usłyszeć jej słowa.

— Mamo! — złapał ją za ramiona odciągając jak najdalej od uważnych uszu klientów. — To żaden znajomy, po prostu poznaliśmy się w bibliotece i akurat tak wyszło, że przypadkiem trafił do naszej restauracji, by coś zjeść. Koniec historii. — powiedział wycierając o spodnie mokre od potu ręce.

— Przypadkiem? Mhm... — kobieta ani przez chwilę nie uwierzyła. Było to dość komiczne, bo ten jeden raz, gdy Soonyoung mówił całkowitą prawdę, została ona odebrana jako kłamstwo. Mama Hoshiego powiedziała, żeby odebrał zamówienie ze stolika numer 18 a następnie przebrał się i zakończył pracę na dziś. Tak też zrobił.

        Skierował się do wskazanego przez mamę stolika, a gdy zapisał wszystko, co było potrzebne, zwrócił się w stronę stolika numer 6 chcąc rozliczyć się za obiad. Właściwie, to nie chciał brać od Wonwoo żadnych pieniędzy. Jakież było jego zdziwienie, gdy po braciach nie było ani śladu. Złodziej! Złodziej książek, burak i w dodatku prostak! Hoshi od razu pożałował, że nie chciał od niego pieniędzy, skoro teraz uciekł nie płacąc. Nie takiego zachowania się spodziewał.

        Chciał wybiec i dogonić tego niewychowanego chłopaka, ale zauważył, że na siedzeniu coś leży. Wonwoo zostawił po sobie książkę, w dodatku tę z podobizną tygrysa! Co to ma być? Płacił książką? Chwila! Może Wonwoo pamiętał, że ostatnio nie znalazł w kopercie trzydziestu tysięcy wonów i teraz je tam zostawił!

        Soonyoung ucieszył się w duchu sięgając po „Dzikie Podobieństwa”. Otworzył książkę licząc na gotówkę, lecz gdy ujrzał to co znajdowało się w książce, poczuł jak upada na twarde siedzenie kanapy. Patrzył na bilet. Hoshi położył książkę na stole i przetarł oczy ze zdziwienia. To był bilet do Paryża.

— Że co?! — krzyknął blondyn unosząc brwi ze zdziwienia. Jeon Wonwoo zostawił w książce bilet do Paryża. DO PARYŻA!

— Nie, nie, nie. Musiał zostawić go przypadkiem. Tak. Dokładnie tak było. Zostawił tu przypadkiem książkę. Z biletem lotniczym w środku. Matko, kogo ja oszukuję, to nie może być przypadek. — mruczał pod nosem chcąc znaleźć logiczne uzasadnienie tej absurdalnej sytuacji.

Stop. Jest kilka kwestii, które trzeba wyjaśnić. A mianowicie:

  1. Dlaczego Wonwoo zostawił bilet lotniczy w książce?

  2. W ogóle jakim cudem Wonwoo wiedział, gdzie pracuję?!

  3. Pamiętajmy, że to złodziej.

  4. W dodatku biedny, bo nie zapłacił za obiad. Znaczy...zapłacił biletem.To nie ma sensu.

  5. Ma brata. Ten dwunastolatek to jego brat. Co.

  6. Jasny gwint to bilet do Paryża!!!

     

Im dłużej patrzył na ten bilet z datą 17.10, z wylotem o godzinie 10:11, na siedzenia w pierwszej klasie, tym mniej był pewny, że to wszystko przypadek.

Kim do cholery jest Jeon Wonwoo?

I DLACZEGO TU JEST LIST ZAADRESOWANY DO MNIE?

 

 

2 komentarze:

  1. Znowu w takim miejscu żeby przerwać... :( To się nazywa znęcanie nad biednymi czytelnikami!

    Okej, dołączam się do Hoshiego. Kim jest Wonwoo? Ma chłopina wyobraźnię, skoro zaprasza Hoshiego na randkę do Paryża :D Ale czy to ten Paryż prawdziwy, czy może Paryż w przenośni? Coś w stylu: każde miasto jest miastem zakochanych <3 To jest wszystko tak nieoczywiste i wciągające, że nie przyjmuję żadnych wymówek. Musisz pisać dalej koniec kropka. Będą mi się teraz śniły piękne sny za co ślicznie dziękuję <3

    Czekam z niecierpliwością na dalsze losy naszego ciekawskiego tygryska <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie to jest cudowne! Hoshiutek jest tak sympatyczną postacią, że cały czas się uśmiecham, kiedy to czytam ♥
    Szkoda mi Wonwoo, bo coś nie pykło mu z Mingyu, ale z drugiej strony ma teraz szansę z Soonyoungiem :D
    To było śmieszne, kiedy okazało się, że ten chłopiec to brat Wonwoo. Jaki zbieg okoliczności.
    Czy tylko ja uważam, że Hoshi w fartuszku to niezła hotówa jest? ♥3♥ Tak jakoś mi się wyobraził podczas czytania :D
    Ten "Płomień Miłości" to musi być niejednoznaczna lektura, skoro tak różne wywiera emocje. Hoshiemu się spodobała, ale Wonwoo jej nie lubi. Ciekawa jestem, czy polubi ją ponownie, czy może to Hoshi zmieni o niej zdanie, a może znajdą jeszcze inne, ukryte znaczenie?
    No i co z tym Paryżem! Wonwoo złodziej odszedł i zostawił bilet. Jestem bardzo ciekawa, jak to się dalej potoczy ♥
    Życzę weny i czekam z niecierpliwością na ich dalsze losy <3

    OdpowiedzUsuń

szablon wykonany przez oreuis
szablon wykonany przez oreuis