niedziela, 25 października 2020

SOONYOUNG X WONWOO (część I)


 

,,NIESCHEMATYCZNI"

 

CZĘŚĆ I

 

19.09

    Wrześniowe słońce paliło skórę setek tysięcy mieszkańców Seulu. Promienie muskały twarze przechodniów ulicy Sejongno, zostawiając na nich bladoróżowe pamiątki. Jednak najwięcej zaczerwienień widniało na krągłej twarzy blondyna, który pieczołowicie próbował utrzymać kilka wypadających z jego rąk książek. Prychnął, słysząc w myślach poranne prośby mamy, by poczekał z oddawaniem lektur do następnego dnia. Ten jednak był nad wyraz uparty i nie mógł czekać ani chwili dłużej. Nie zwracając uwagi na lustrujące go spojrzenia przechodniów, podreptał w stronę budynku z numerem 110. Próbując zapanować nad balansującym stosem ksiąg w rękach, skierował się w stronę drzwi, nad którymi znajdował się ledwo widoczny napis ,,Lache Pas”. Ostrożnie szturchnął biodrem drzwi do biblioteki o mało nie zahaczając butem o próg. Wchodząc rzucił krótkie ,,dzień dobry” nie racząc nawet spojrzeć na Noama – miłego staruszka, którego niesamowita wiedza i nadzwyczajna pamięć zaskakiwała każdego, kto tylko miał okazję zamienić z nim kilka słów. Podobno przeczytał więcej niż siedemdziesiąt procent zbiorów znajdujących się w budynku, jednakże sam nigdy nie potwierdził ani nie zaprzeczył krążącym na jego temat pogłoskom. Jedno, do czego się przyznawał to nieskryte zamiłowanie do dzieł Juliusza Verne'a, gdyż jego świętej pamięci matka czytywała mu je w dzieciństwie. Fascynowały go nie tylko opowiadania, ale również postrzeganie rzeczywistości przez owego autora. Noam urodził się we Francji, jednak opuścił ojczysty kraj, w pogoni za spokojem, którego chciał doznać po tragicznym wypadku, który miał miejsce w Nicei. Ucieczka na drugi koniec świata wydawała mu się wtedy najlepszym rozwiązaniem, jednakże napotkał na swojej drodze wiele przeszkód. Odnalazł jednak szczęście w kraju, który był tak samo podzielony jak jego serce tęskniące za rodzinnym domem. Poznał osobę, którą mógł nazwać miłością swojego życia. Wspólne zamiłowanie do książek zaprowadziło ich na ślubny kobierzec, gdzie powiedzieli sobie sakramentalne ,,tak”. Wspólnie otworzyli bibliotekę, która niestety nie cieszyła się dużą popularnością, jednak zapewniała wystarczające środki do życia. Z biegiem czasu doczekał się również potomstwa, a gdy na świat przyszedł jego pierwszy wnuk, poczuł, że jego życie stało się jeszcze piękniejsze. 

     Noam zawsze był nieugięty na marne wytłumaczenia czytelników odnośnie plam z sosu sojowego na wyblakłych kartkach jego ulubionych dzieł, przez co spoglądał na nich spode łba. Tak samo patrzył na Soonyounga, za każdym razem, gdy chłopak wchodził do biblioteki z książkami pod pachą, które wyglądały, jakby lada moment miały wylądować na drewnianej podłodze. Witając się z Noamem, młodzieniec skierował się w stronę schodów prowadzących na pierwsze piętro, gdzie znajdowała się czytelnia oraz szerokie pokłady książek fantastycznych i romansów. Na środku poustawiane były stoliki, przy których można było się zaczytać i całkowicie stracić poczucie czasu. Sufit stroił pokaźnych rozmiarów żyrandol przyciągający wzrok każdego nowego wizytatora. Na parterze zaś, można było znaleźć literaturę piękną, kryminały, powieści obyczajowe, literaturę faktu i wszelkiego rodzaju poradniki. Ściany zdobiła ciemnozielona tapeta ze złotymi ozdobnikami wijącymi się na całej długości. Dolna część była zdecydowanie mniej przestronna i na pierwszy rzut oka mogła sprawiać wrażenie nieprzyjemnej, tymczasem stali odwiedzający uwielbiali ten klimat i panujący tam półmrok. Pozornie zniechęcający wystrój, dla niektórych działał kojąco na zmysły.  

     Stopień za stopniem Soonyoung był coraz bliżej, aż w końcu znalazł się w świątyni wszystkich lokalnych moli książkowych. Z uśmiechem podszedł do najbliższego stolika, przy którym akurat siedział chłopak w okularach z czarnymi oprawkami. Ten, widząc blondyna, który w nietaktowny sposób przerwał mu czytanie lektury poprzez energiczne rzucenie książek na jego stolik, wymownie poprawił swoje okulary i wrócił do czytania najnowszego bestsellera. Nierozgarnięty Hoshi – albowiem tak brzmiało przezwisko Soonyounga – kompletnie nie przejmując się nieznajomym, zaczął myśleć na głos, zastanawiając się, na który regał powinien odłożyć wypożyczone książki, które piętrzyły się przed nim na stole. Opierając rękę na jednym biodrze, drugą podrapał się po brodzie intensywnie myśląc, czy aby na pewno przyniósł z domu wszystkie książki, które miał oddać. Chłopak był jednym z nielicznych i zaufanych czytelników, którzy mieli przywilej pracownika, a jednocześnie nie pracowali w owej bibliotece. Znając się z Noamem od wielu lat zdobył on jego ufność, co pozwoliło mu na nieograniczone wybieranie dowolnej ilości tomów i zwracanie ich kiedy tylko chciał. Nie obowiązywały go odgórnie ustalone przez właściciela biblioteki zasady, takie jak posiadanie kart bibliotecznej, czy konieczność zwrócenia książki po maksymalnie trzech tygodniach. Soonyoung był dla Noama kimś więcej niż tylko gościem w jego książkowej świątyni.  

     Nie czekając za długo, chwycił dwie księgi w skórzanej oprawie i skierował się do odpowiedniego regału. Znał on system szeregowania książek, jednak Hoshi jak to Hoshi – lubił postępować brew zasadom i sprawdzenie numeru znajdującego w danej powieści było dla niego ostatecznością. Po wsunięciu książek na właściwą półkę wrócił do stolika po resztę. Czarnowłosy okularnik ulotnił się zostawiając po sobie zasunięte krzesło i swój niewyraźny zarys w głowie Soonyounga. Zgarniając pozostałe cegły, chłopak udał się do odpowiedniego działu. Uwielbiał czytać fantastykę, gdyż przenosiła go ona do świata kompletnie innego niż ten, który znał. Książki pozwalały mu na nowo oddychać, a tlen świata codziennego go jedynie dusił (i to nie tylko z powodu unoszącego się w powietrzu smogu). Nie wstydził się wypożyczać książek dla dzieci z drapieżnymi zwierzętami, ponieważ sprawiały mu wiele radości. Głupio mu jednak było przyznać się komukolwiek, że z każdym dniem, regały z działu z romansami wzywały go coraz głośniej. Nieodparta chęć przeżycia czegoś nowego wydawała się w zasięgu jego ręki...Uczucie zakochania było Hoshiemu znane, jednak nie miał okazji przeczytać książki, która skupiałaby się tylko i wyłącznie na czułości. Przygryzając dolną wargę rozejrzał się czy aby na pewno nie ma nikogo w pobliżu, a następnie ruszył ukradkiem w stronę swojego książkowego tabu.

— Uspokój się. — szepnął sam do siebie łapiąc się za serce, gdyż z nieznanych powodów sprawiało mu to wiele trudności i wprowadzało w poczucie wstydu. Gdy już znalazł się w królestwie namiętności, oparł się o regał i wyjrzał zza niego sprawdzając czy ktoś go obserwuje. Zaskoczony brakiem czyjejkolwiek reakcji poczuł się ciut lepiej. Przejeżdżając palcem po rzędach opraw, jego oczy chłonęły wszystkie tytuły szukając czegoś co go zainteresuje. Wtem jego oczy przykuł mało subtelny napis. Wyciągając książkę przez przypadek zrzucił z półki inną powieść, która uderzyła o podłogę wywołując głośny huk. Chłopak odłożył pierwotnie wybrany tytuł i zaciskając zęby pospiesznie podniósł nieszczęsną książkę z ziemi, modląc się, aby nikt nie przyszedł sprawdzić źródła hałasu, który spowodował. Już miał się jej jak najszybciej pozbyć wciskając ją gdzieś na półkę, lecz zauważył, że przed jego butami leżała biała koperta, która wypadła z trzymanego przez niego przedmiotu. Przełknął głośno ślinę, zaciekawiony niecodziennym znaleziskiem. Odkładając niefortunny ,,Płomień Miłości” na drewnianych panelach rozejrzał się raz jeszcze, by upewnić się, czy aby na pewno nikt go nie obserwuje. Poczuł się jak dzieciak, który zaraz zostanie nakryty na wyjadaniu ciasteczek. Czując narastające napięcie szybko sięgnął po kopertę, na której widniało pięknie wykaligrafowane „W”.      

 — W środku będzie 30 tysięcy wonów, w środku będzie 30 tysięcy wonów, 30 tys... — Hoshi nigdy w życiu nie był bardziej zawiedziony. Po otwarciu koperty, przed oczami miał jakiś zwykły, odręcznie napisany list. Zero śladu gotówki. Nie wyleciał nawet marny drobniak!    

— I po co te całe czajenie się i ryzyko?  wymamrotał. Mimo tego, kartka z nabazgranym tekstem wydała mu się intrygująca i niecodzienna, no bo kto zostawia prywatne zapiski w książkach? Chłopak pospiesznie zaczął czytać zawartość listu oblizując usta zaszokowany każdym kolejnym słowem. Poczuł, jakby autor tekstu go spoliczkował. Co ciekawe, list był wyznaniem miłosnym, którego zakończenie dalekie było od definicji miłości. Soonyoung przeczytał list jeszcze kilka razy, po czym uznał, że zrobi coś głupiego. Schował list z powrotem do koperty i niewiele myśląc o tym, że zostawił ,,Płomień Miłości” na podłodze, ruszył w stronę stolików szukając jakiegoś niewinnego ucznia odrabiającego lekcje. Gdy namierzył swój cel, podbiegł do niego i bez owijania w bawełnę usiadł naprzeciwko zdezorientowanego dzieciaka.

  Cześć, mogę pożyczyć? nie czekając na odpowiedź, chwycił jeden z leżących na stole długopisów i kartkę, po której pisał dwunastolatek. Przynajmniej wyglądał na dwunastolatka.

Hej! Co ty robisz?! Tam jest moje zadanie na przyrodę, oddawaj! dzieciak wyciągnął ręce chcąc wyrwać swoje wypracowanie z rąk starszego. Hoshi jednak sam zachowywał się jak nastolatek i takie bójki wygrywał za każdym razem.

Wyluzuj, ja tu mam ważniejszą sprawę. Poza tym potrzebuję czegoś do pisania na brudno. Przepiszesz sobie te zadanie jak skończę. Chłopiec zaczął mówić, że da mu czystą kartkę, jednak było już za późno; Hoshi zaczął bazgrać niewyraźne słowa, próbując ułożyć pierwsze zdanie. „Będzie dobrze”? „Miłość to nie koniec świata”? myślał na głos zastanawiając się co napisać na odwrocie kartki z wyznaniem miłosnym.

Co to właściwie jest? dopytywał chłopiec nachylając się nad stolikiem i opierając policzek na dłoni. Nie podnosząc wzroku, Soonyoung odpowiedział, że to list, który znalazł w książce. Malec nie ukrywał swojego zachwytu. Ale super! A co tam jest napisane? zaciekawiony sytuacją ożywił się, co wybijało starszego z rytmu powodując, że zgubił myśl, którą chciał przelać na papier. Zdenerwowany zaczął na głos czytać treść listu.

Ech, jeśli to sprawi, że nie będziesz tak trajkotać, to słuchaj.

    „Drogi M,

     zawsze chciałem Ci powiedzieć, że zawdzięczam Ci to, kim teraz jestem. Przeżyliśmy razem piękne chwile i odkryliśmy na nowo znaczenia słów, które wydawały nam się oczywiste. Ciągle myślę o słońcu, którego promienie z każdym dniem stawały się świecić coraz jaśniej. Nie chciałbym zapomnieć wspólnego wypadu poza miasto, gdy walczyliśmy przez całą noc z mrówkami, nie mogąc zasnąć, bo rozbiliśmy namiot na mrowisku. Ta wspólna noc, gdy nasze ciała się z... – Hoshi przerwał spoglądając szybko na chłopca przed sobą. Próbując wybrnąć z tej sytuacji zmienił słowa, mając nadzieję, że młody ich nie zrozumie. – ...z-zagapiły i wpadliśmy na drzewo, było przełomowym momentem, ekhem. Pod koniec każdego dnia myślę o tym, że jeden uśmiech potrafi wywołać motyle w brzuchu. Myślę o tym, jak istotna jest miłość.

    Jednakże...pomimo mojej miłości do Ciebie, nie jestem w stanie wyobrazić sobie nas razem. To się nie uda. Ja się po prostu tego boję. Żywię do Ciebie bardzo silne uczucia i myślę o Tobie każdego dnia, ale nie mogę. Ta znajomość, choć tak bardzo chcę by wciąż trwała, przeraża mnie. Kocham Cię, ale jestem pewien, że Ty nie odwzajemniasz tego w ten sam sposób co ja, dlatego muszę zakończyć tę znajomość, zanim całkowicie mnie zniszczy. Wybacz mi... 

                                                     Twój na zawsze, W.”


        Blondyn wrócił do układania zdań, jednak nie wiedział, co mógłby napisać. Z jednej strony cały ten list był wyznaniem miłosnym, a z drugiej autor odrzucił osobę, do której pisał. Hoshi chciałby mu odpowiedzieć, że bojąc się odrzucenia nigdy nie zazna miłości, a tłumione uczucia jeszcze bardziej go zniszczą. W tym momencie zegar wskazywał dokładnie 10:30, co oznaczało, że za 20 minut musi pędzić z powrotem do domu, by pomóc rodzicom w pracy.

 — Może zapytaj jak ma na imię? — zaproponował dzieciak wyrywając Hoshiego z zamyślenia, na co starszy pokręcił przecząco głową i napisał pierwsze lepsze zdanie, które przyszło mu do głowy.


„Nieznajomy,

 żałuję, że nie mogę wysłać siebie w tym liście by powiedzieć Ci, że wiem jakie to dla Ciebie trudne. Wszyscy boimy się, że zostaniemy skrzywdzeni, ale proszę Cię, nie patrz na siebie oczami innych i daj sobie szansę. Szansę by być szczęśliwym.

                                                                                                                                            H.”

Mogę też coś napisać? zapytał chłopiec o brązowych oczach machając żółtym mazakiem przed oczami Soonyounga, na co ten musiał się odsunąć by nie zostać dziabniętym w oko.  

Aish! Nie ma takiej opcji! To nie jest jakieś zadanie z przyrki! zaprotestował blondyn zabierając list z pola zasięgu niedawno poznanego dzieciaka. Ten jednak zaczął swoje magiczne sztuczki i Hoshi wiedział już, że nie oprze się tym maślanym oczom. Uch...no dobra, ale jak już tak bardzo chcesz, to zamiast pisać, lepiej coś narysuj. Jakieś serce albo kwiatka. — powiedział odkładając list na stolik, po czym opadł na oparcie krzesła mając nadzieję, że dwunastolatek go nie podszedł i nie będzie chciał rewanżu za zniszczenie wypracowania do szkoły.

Dobra, to może jakieś zwierze. zaproponował młodszy. O! Wiem! Tygrysa narysuję! One są fajne. ucieszył się młody, na co Hoshi spojrzał na niego jakby zobaczył ducha. Gdy widział, jak dzieciak zaczyna kreślić po kartce, pomyślał, że jeśli się okaże, że siedzący naprzeciwko niego bachor rysuje tygrysy lepiej niż on, to zrobi mu się przykro.

Ekhem, no. Ujdzie... przyznał ze skwaszoną miną spoglądając na naprawdę świetnie namalowanego drapieżnika. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie siedzi przed nim zreinkarnowany Edwin Landseer. Schował pospiesznie list do koperty i wstał z krzesła. Spojrzał na dzieciaka i przybił z nim żółwika chwaląc jego zdolności malarskie. Malec zapytał starszego jak ma na imię, a ten bez zawahania odpowiedział, że nazywa się Hoshi i podniósł rękę zginając lekko palce, co wyglądało jak łapa kota. Biegiem wrócił do odpowiedniego działu z romansami, gdzie, ku jego uldze, „Płomień Miłości” dalej spoczywał na podłodze. Hoshi błyskawicznie schował kopertę do książki i odłożył ją na właściwą półkę. Wziął jednak pierwszą lepszą lekturę i przyciskając ją do klatki piersiowej tak, by nikt nie zobaczył, że on, Kwon Soonyoung, czyta romansidła, zszedł po schodach na parter i udał się w stronę wyjścia. Niestety, nic nie ujdzie czujnemu oku Noama, który widząc speszonego chłopaka od razu zaczął pytać.

 — Co dzisiaj czytamy? Ocho, wziąłeś tylko jedną? — zdziwiony staruszek aż zdjął okulary ze zdziwienia, jakby miało mu to pomoc lepiej dojrzeć, którą książkę chłopak obejmował tak mocno, jak gdyby ktoś miał mu ją zaraz wyrwać.

 — A to takie tam...krótka opowiadanie o smokach. — chłopak oblizał usta czując, że lada moment urośnie mu nos od kłamania. Oczywiście Noam nie kupił tego kłamstwa i uniósł jeden kącik ust, nie zadając więcej pytań. Z olbrzymim poczuciem wstydu i zaczerwionymi policzkami Soonyoung pożegnał się z właścicielem i wyszedł z biblioteki. Jedyne, czym się wtedy przejmował, to spojrzenia wszystkich przechodniów, których mijał na chodniku.



03.10


        Dwa tygodnie ciągnęły się chłopakowi niemiłosiernie długo, co wynikało z obawy przed odwiedzinami świątyni książek. W tym czasie, Hoshi zmagał się z wcześniej wypożyczoną lekturą, która nie była zbyt wciągająca, więc nie doczytał jej do końca. Tym razem, mimo że miał tylko jedną książkę do oddania, spakował ją do plecaka i udał się do miejsca, w którym królują skórzane oprawy i Noam, naturalnie. Była godzina popołudniowa, a blondyn owinięty grubym szalikiem szedł główną ulicą Seulu. Zauważył, że od kilku dni zaczynał zwracać coraz większą uwagę na otaczających go ludzi, którzy wydawali się coraz wylewniej okazywać swoje uczucia. Czy zaczynał czuć się samotny?

        Kwon Soonyoung – dwudziestoletni marzyciel pomagający w rodzinnej restauracji jako kelner. Od najmłodszych lat interesował się piłką nożną oraz literaturą. Jako, że szanse na zostanie profesjonalnym piłkarzem wymagały dużego nakładu finansowego, postanowił skupić się na książkach. Ze względu na przesadne oddanie się kółku literackiemu, na które zapisał się w wieku czternastu lat, o mało nie został wyrzucony ze szkoły z powodu słabych ocen. Jednakże, kółko wpłynęło na jego postrzeganie świata. Stał się on również bardziej przebojowy i zyskał więcej pewności siebie, którą sprytnie wykorzystywał w restauracji, by zachęcać klientów do ponownych odwiedzin. Każdego tygodnia klub wybierał jedną pozycję do przeczytania, a następnie omawiano ją pod każdym względem. Będąc otoczonym przez miłośników książek, zarówno amatorów jak i uczonych, Soonyoung wyrobił sobie umiejętność prowadzenia dyskusji, która nie była wcale taka łatwa. Czasem zdarzało się, że przynoszono swoje prace, które czytano przed innymi członkami klubu. Mając zaledwie 15 lat, chłopak napisał swoje pierwsze opowiadanie, o spadającej gwieździe, które miało raptem 20 zdań. Nie mniej jednak, urzekło ono wszystkich, którzy tego dnia mieli okazję je usłyszeć. Wśród tych osób znalazł się nie kto inny jak poczciwy Noam, który był pomysłodawcą pseudonimu literackiego dla Soonyounga. Tak narodził się „Hoshi” – gwiazda, w której wszyscy dostrzegli błysk niekonwencjonalności. Tak, on był niekonwencjonalny.

        Buty wiązał wokół kostki, okulary zawsze zakładał z tyłu głowy, a na dzień dobry odpowiadał subtelnym tygrysim rykiem. Nikt jednak nie miał z tym problemu, gdyż blondyn przyzwyczaił wszystkich do swojej oryginalności. I choć nikt nie mówił tego na głos, to każdy wiedział, że bez niego byłoby nudno. Nawet bliski mu Noam cenił sobie każdą chwilę spędzoną z dwudziestolatkiem, mimo że nie zawsze mu to okazywał. 

  No proszę, dawno cię tutaj nie widziałem. Zapomniałeś adresu do markowej biblioteki? zażartował staruszek wiedząc, że biblioteka nie jest miejscem odwiedzanym przez tłumy. Miała ona wprawdzie stałych czytelników, którzy polecali ją znajomym, a znajomi znajomych swoim znajomym, jednak nadal pozostawała znana zaledwie garstce, mimo ogromnej ilości tytułów spoczywających na poniszczonych półkach.

No co ty! Po prostu nie miałem czasu. Do restauracji przychodzi coraz więcej klientów i ciężko było znaleźć choćby chwilę, żeby odetchnąć. odpowiedział opierając biodro o blat dębowego biurka. Chciałbym się czasem od tego oderwać.

Może wrócisz do kółka literackiego? rzucił właściciel Lache Pas mając nadzieję, że zdoła przekonać chłopaka do powrotu. Odkąd jego związek z sympatią się zakończył, chłopak odciął się od wszystkiego co sprawiało mu przyjemność. Przez ponad sześć miesięcy unikał biblioteki i przychodził tu tylko, żeby pogawędzić z Noamem. Dopiero gdy pewnego dnia staruszek poprosił go o posegregowanie książek tłumacząc się bólem w plecach, Hoshi odzyskał zapał do czytania i od tego momentu przychodził tam regularnie.

To raczej niemożliwe. wymamrotał bawiąc się zamkiem kurtki. Nie chcę tam wracać, etap analizowania powieści już za mną. dodał naburmuszony ściągając szalik, w którym zaczynał się pocić. Na usta posiwiałego mężczyzny cisnęła się myśl, że „może to był etap, gdy potrafiłeś umiejętnie wyrażać uczucia, hm?” 

Ja tam wiem swoje. oznajmił właściciel zachowując swą myśl dla siebie, na co Soonyoung przewrócił tylko oczami i zgarniając książki leżące na końcu biurka Noama, a tym samym zostawiając na nim swój bursztynowy szalik, poczłapał na pierwsze piętro.

        Soonyoung chodził z głową w chmurach, a czasem nawet zapominał ją wziąć z domu. Zdarzało się, że te drobne, niezrozumiałe dla obcych zachowania, wiele mówiły o chłopaku i niejako uzewnętrzniały jego nastrój. Bliscy mogli łatwo odgadnąć jeśli go coś trapiło. A to działało Hoshiemu na nerwy. Nie chcąc jednak myśleć zbyt długo, chłopak potrząsnął tylko głową. Po pokonaniu kilkunastu stopni nareszcie znalazł się w sali dla czytelników. Jak zawsze, Hoshi odłożył gwałtownie książki na pierwszym lepszym stole, przy którym oczywiście ktoś siedział. Nagły gest blondyna był tak niespodziewany, że czytelnik aż podskoczył w miejscu o mało nie spadając z krzesła. Widząc, że chłopak zostawia stos książek na jego stoliku i momentalnie oddala się z dwoma innymi pod pachą, nieznajomy głośno westchnął poprawiając swoje okulary. Soonyoung w tym czasie był w drodze do działu z literaturą fantastyczną, gdzie odłożył „Opowiastki Zachodnie” oraz „Poradnik dla nocnych wiedźm”. Wtem przypomniało mu się o książce, którą miał w plecaku. Musiał oddać tę okropnie nudną pozycję na dział z romansami. Ściągnął plecak i wyjął z niego książkę, po czym z powrotem zarzucił czarną torbę na plecy. Szybkim krokiem udał się w odpowiednie miejsce odszukując odpowiednie miejsce na półce, z której wziął powód swojego zawstydzenia. Znajdując właściwe miejsce, odłożył książkę, przy okazji zauważając, że „Płomień Miłości” dalej jest tam, gdzie go ostatnio zostawił. I wtedy go olśniło. Nie mógł uwierzyć własnym oczom – książka była włożona do góry nogami, a on nigdy by tak żadnej książki nie włożył. Szybko ją wyciągnął patrząc, czy koperta nadal się w niej znajduje. O ile sam widok owej koperty wraz z listem nie był dla niego aż takim szokiem, to czarne litery zapisane poniżej jego nabazgranej dwa tygodnie temu wiadomości sprawiły, że poczuł jak krew odpływa mu z twarzy. Dwudziestolatek wytrzeszczył oczy nie kryjąc zdziwienia.

  To chyba jakiś żart...to niemożliwe Odłożył „Płomień Miłości” horyzontalnie na innych książkach po czym karcąc samego siebie, że nie ma niczego do pisania, zaczął biec z listem w ręce w stronę stolików w poszukiwaniu ofiary. Po drodze schował go do kieszeni kurtki, by nikt go nie zauważył. Wcześniej nie było to aż tak niebezpieczne. Koperta mogłaby leżeć w książce kilka lat; ale teraz, gdy ktoś napisał na liście odpowiedź pod wiadomością Soonyounga, a w dodatku włożył go z powrotem do książki, mogło oznaczać, że tajemniczy autor mógł w każdej chwili przebywać w bibliotece!

        Była godzina 18:15 i w bibliotece nie było zbyt wielu osób. Hoshi ściągnął plecak i usiadł na krześle przy stoliku, na którym zostawił stertę książek. Zajmował go nieznajomy chłopak, który siedział wyprostowany i czytał cienką książkę. Blondyn nie tracąc ani chwili ruszył do ataku.

  Hej, masz może coś do pisania? zapytał nachylając się w stronę okularnika. Ten jednak nie zareagował na słowa Soonyounga. Chłopak był pewien, że siedzi przed nim posąg, jednak nie poddawał się i spróbował jeszcze raz. To dla mnie ważne, pilnie go potrzebuję. dodał, a siedzący naprzeciw mężczyzna podniósł wzrok patrząc na blondyna zadając mu nieme pytanie „Naprawdę mnie o to pytasz?” Następnie nieznajomy podniósł czytaną przez siebie książkę i opierając łokcie na stole uniósł ją na wysokość swojej głowy tym samym odgradzając się od nachalnego wzroku Soonyounga. 

        Na początku Hoshi niczego nie zrozumiał, ale gdy zobaczył, że pod uniesioną przez chłopaka w niebieskim swetrze książką leży długopis, załapał aluzję. Myśląc, że ciemnowłosy specjalnie zakrył twarz książką, tak by niczego nie widzieć, Hoshi odebrał te zachowanie jako pozwolenie na pożyczenie przedmiotu. Nie zwlekając ani chwili dłużej dyskretnie zabrał długopis i pobiegł na dział z romansami, nie chcąc spotkać ciekawskich spojrzeń wizytatorów Lache Pas podczas odpisywania na list. Wysoki mężczyzna siedzący przy stoliku słysząc głośne kroki Soonyounga opuścił książkę i zobaczył tylko jego znikający za regałami cień. Mając serdecznie dość wkurzającego blondyna zaczął pakować swoje rzeczy z zamiarem wyjścia. Gdy na stole nie zostało już nic, zorientował się, że nie miał swojego ulubionego długopisu.

  No nie wierzę... powiedział, gdyż był święcie przekonany, że to właśnie natarczywy chłopak wziął jego długopis. Jaki był głupi, że nie zauważył, że podnosząc książkę, zostawił pisadło na widoku, przez co nieznajomy mógł to odebrać jako zachętę do wzięcia sobie przedmiotu. Czy ten chłopak był na tyle bezczelny i ukradł mu długopis?! Okularnik wstał z miejsca i zgarniając swoje rzeczy pobiegł za Hoshim chcąc odzyskać swoją własność. Chłopak rozglądał się to w lewo, to w prawo w poszukiwaniu nieznajomego, aż w końcu znalazł go na dziale z romansami. Widząc co blondyn trzyma w rękach momentalnie do niego podbiegł.

  Co ty wyprawiasz?! Oddaj to, natychmiast! zawołał, na co Hoshi aż podskoczył odwracając się w stronę, z której dobiegły wyraźne słowa wysokiego mężczyzny.

  Dobra dobra, spokojnie. Jejciu, to tylko długopis. Ależ ten facet jest dziwny. Zakrada się od tyłu niczym kot i straszy biednego człowieka. Wtedy ciemnowłosy wyrwał Soonyoungowi z rąk „Płomień Miłości”.

  Nie mówię o długopisie. sięgnął jeszcze raz w stronę Hoshiego chcąc wyrwać mu list, jednak blondyn był szybszy i wyciągnął rękę w przeciwnym kierunku, tak by nieznajomy nie mógł go dosięgnąć. Na krótką chwilę każdy z nich wstrzymał oddech, czekając na rozwój wydarzeń. Oboje wyglądali jakby nie wiedzieli co się dzieje. Po chwili na twarz blondyna wkradł się mały uśmiech, który jeszcze bardziej zdenerwował nieznajomego.

  Nie masz pojęcia co robisz. Skończ pajacować i oddaj mi ten list. warknął na Soonyounga, na co ten odpowiedział podejrzliwym spojrzeniem.

  Skąd wiesz, że to list? zapytał niepewnie, unosząc jedną brew do góry. Czekaj, wiesz kto go napisał?! dopytywał Hoshi niemalże krzycząc. W tamtym momencie przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Co powiesz na mały układ? Oddam ci ten list jeśli mi powiesz co o nim wiesz. nagły przypływ adrenaliny dodał blondynowi odwagi, której tajemniczy mężczyzna się nie spodziewał. Widział po jego oczach, że młodszy się nie podda. Po głębszym namyśle opuścił głowę, niechętnie przyjmując postawione mu warunki.

  Zgoda...niech ci będzie. oznajmił, po czym odwrócił się tyłem do Soonyounga i zaczął dreptać w kierunku stolików. Zdezorientowany dwudziestolatek pobiegł za nim, jednak zachował odstęp na wypadek, gdyby nieznajomemu wpadło do głowy wyrwać mu list z rąk.

  Właściwie to jak masz na imię? zapytał Hoshi rozpinając kurtkę, gdyż z jakiegoś powodu, zrobiło mu się bardzo gorąco. Cała ta sytuacja wydarzyła się tak nagle, że pobudziła wszystkie zmysły tej dwójki obcych sobie ludzi. Przez chwilę poczuli się niezręcznie w swoim towarzystwie.

  Jeśli już musisz wiedzieć to jestem Wonwoo. oboje usiedli przy stoliku patrząc sobie w oczy. Spojrzenie nowo poznanego okularnika było utkwione w ciemnych oczach blondyna, powodując dziwne uczucie w jego żołądku. Przez moment żaden z nich nie chciał wypowiedzieć choćby słowa, a jedyny dźwięk, który słyszeli to drobne krople deszczu, które zaczęły delikatnie uderzać o szyby.

  A więc... zaczął niepewnie Soonyoung drapiąc się po głowie i ostrożnie kładąc przed sobą list. O co właściwie chodzi z tym listem? Wiesz kto go napisał? zapytał i poczuł jak jego policzki czerwienią się pod drapieżnym wzrokiem bruneta.

  Miło z twojej strony, że też się przedstawiłeś. oznajmił Wonwoo, któremu tak naprawdę nie zależało by poznać imię towarzysza rozmowy, jednakże był on człowiekiem szanującym wychowanie i kulturalne zachowanie. Jednocześnie sam czasem przekraczał pewne granice i posuwał się do ignorowania jak i gapienia się na innych. Wracając do tematu, owszem, znam nadawcę listu. Co więcej, znam nawet jego adresata. dodał ciemnowłosy opierając się o krzesło z założonymi na piersi rękami oraz ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy. Wonwoo aż sam był zdziwiony, że tak chętnie opowiada o czymś, o czym tak naprawdę mówić nie chciał.

        Będąc całe życie osaczonym przez dzieciaki z bogatych rodzin, którym zależało tylko na byciu najlepszym, Wonwoo był zmęczony wiecznym udawaniem, że jest jednym z nich. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z dnia na dzień zmienił swoje nastawienie do wygórowanych oczekiwań swojej rodziny oraz środowiska. Wpojone za dziecka zasady dalej wpływały na jego zachowanie, dlatego starał się on wyjść ze swojej strefy komfortu i czasem dopuszczał się odrobiny szaleństwa, które trudno było zrozumieć. Można by nawet powiedzieć, że specjalnie popełniał błędy chcąc wiedzieć jak zostaną one odebrane. Niestety w pewnym momencie posunął się za daleko i musiał zmierzyć się z konsekwencjami swoich czynów.

  Naprawdę?! zapytał Hoshi myśląc, że się przesłyszał. Domagał się informacji, wyjaśnień, czegokolwiek co naprowadziłoby go na drogę do zrozumienia autora listu. Przez jego głowę przeleciała myśl, że nie przeszkadzałoby mu, gdyby jego twórcą okazał się siedzący przed nim brunet. Wonwoo uśmiechnął się zadziornie i wrócił do wyjaśniania tego, co wie na temat listu.

  Ten list został napisany ponad rok temu przez osobę zagubioną, nie mającą w sobie odwagi by stawić czoła problemom i swoim uczuciom.

  Ta, to to sam wywnioskowałem. przerwał blondyn spotykając się z dezaprobatą ze strony starszego. Chcę wiedzieć kim jest ten „Drogi M” i kto jest nadawcą. Chcę znać genezę tego liściku.

  „Drogi M”? - zapytał zdziwiony okularnik marszcząc brwi.  No to on właśnie jest nadawcą. Wonwoo znał treść na pamięć i był święcie przekonany, że list nie był zaadresowany do żadnego „M”.

  Hę? No ale spójrz tutaj, na początku jest „Drogi M” a na końcu „Twój na zawsze, W”. podał list starszemu czekając na weryfikację. Wonwoo spojrzał na litery po czym westchnął głośno.

  Fakt, tak to wygląda, ale zapewniam cię, że osoba, która pisała ten list jest wyjątkowo niezdarna i jej „m” oraz „w” wygląda niemalże identycznie.

  Chcesz mi powiedzieć, że list nie jest napisany do „M”? Soonyoung był w szoku, że nie zauważył podobieństwa tych liter wcześniej. Teraz gdy się im przyglądał, faktycznie można było powiedzieć, że list był do „W”. Uniósł wzrok patrząc w ciemne tęczówki, które hipnotyzowały go i porywały w głąb siebie.

  Dokładnie tak. List nie jest do żadnego „M”, bo to ja jestem jego odbiorcą. odparł brunet wprowadzając Hoshiego w osłupienie. Przez te niezwykle ciemne oczy, Soonyoung wiedział, że został wciągnięty w coś więcej niż tylko niewinną rozmowę z nieznajomym o imieniu Wonwoo. 






7 komentarzy:

  1. Baksu, baksu, baksu! To jest 100% Hoshiego w Hoshim. Adrenalina i zaciekawienie rośnie i zasmuca mnie fakt, że ten boski rozdział został zakończony w takim momencie. Urywanie w takich miejscach jest niedozwolone :>

    Czekam na kontynuację <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa, dziękuję <3
      postaram się nie kończyć w takich momentach haha

      Usuń
  2. Po przeczytaniu tego, stwierdzam, że jestem tu najsłabszym ogniwem :D

    To jest cudowne. Piękne opisy, takie żywe i ciekawe. Śmieszyło mnie, kiedy Hoshiutek biegał po bibliotece, ukrywając się, by nikt nie zauważył, że wypożycza romansidła. Na długo pozostanie mi ten obraz w głowie :) Coś mi się właśnie zdawało, że te M to może być W. Jestem bardzo ciekawa, jak to się rozwinie dalej.
    Z niecierpliwością czekam na dalszą część ♥3♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale co ty opowiadasz za bzdury?! Mnie się twoje opowiadanie bardzo podobało i przyjemnie się je czytało <3

      Usuń
    2. Moje opowiadanka to będą odmóżdżacze :D Te ambitne zostawiam dla was ♥

      Usuń
  3. bardzo miło się ciebie czyta! jest w tym opowiadaniu coś takiego, taki jakiś spokój, ono tak miło płynie jak pogodny jesienny dzień, tak przyjemnie jest się w nim zaczytać i na moment znaleźć się w zacisznej bibliotece, pośród regałów i zapachu książek. cenni są również bohaterowie i ich historie, zarówno noama, jak i hoshiego miło było bliżej poznać, dowiadując się co nieco o ich życiach i ich przeszłości. mam nadzieję, że będę mieć okazję zapoznać się także z wonwoo, oraz z tajemniczym M. swoją drogą, to bardzo ciekawe wykorzystanie podobieństwa między literami! przyznam szczerze, że dałam się zwieźć, myślałam cały czas, że to list od wonwoo, nie do wonwoo. z zaciekawieniem czekam na dalsze losy bohaterów i wyjaśnienie genezy listu!
    pozdrawiam i życzę weny c:
    shizu
    ps. hoshi, nie wstydź się czytania romansów!! możesz czytać to, na co masz ochotę!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o jeju, bardzo mi miło <3 cieszę się, że ci się podoba i dziękuję za wszystkie słowa :D historia całej trójki będzie jeszcze rozwinięta w kolejnych rozdziałach ^^ a co do tych liter to właśnie nie wiedziałam czy to dobry pomysł, ale sama tak mam, że moje 'u' wygląda jak 'n' i pomyślałam, że ciekawie by było wykorzystać właśnie W i M.
      również pozdrawiam cieplutko (;

      Usuń

szablon wykonany przez oreuis
szablon wykonany przez oreuis